Przetargi Przeszukaj nasze strony

Aktualności - biuletyn internetowy KPODR


Agro News

Porejestrowe Doświadczalnictwo Odmianowe

 

Dom i Rodzina > Hobby > Z wędką na dorsza

Z wędką na dorsza

Coraz mniej ryb mamy w wodach słodkowodnych. Wędkarze przegrywają rywalizację z kłusownikami i... kormoranami. Dlatego też coraz częściej szukają łowisk morskich.

Zaczęło się od niepozornej rozmowy z moimi kolegami na temat morskiego wędkowania. Przysłuchiwałem się tylko, ale nie mogłem aktywnie uczestniczyć w rozmowie, gdyż byłem nie obeznany z tematem. Przyznam szczerze, że opowieści o dużych rybach słucha się  z otwartymi ustami. No i zaczęło się, koledzy złożyli propozycję wyjazdu na dorsze, długo nie musieli czekać na odpowiedź. Uzgodniliśmy szczegóły wyprawy i parę godzin później już jechaliśmy do Władysławowa. Po przyjechaniu do portu, wypakowaliśmy się, a następnie poszliśmy szukać swego miejsca na kutrze "DENEGA". Gdy szyper zezwolił wejść na pokład z kolegami zajęliśmy tylną część kutra - niby najlepsze miejsce na łajbie. Gdy wszyscy się zebrali, a było nas około 19, sami panowie (niekiedy panie się też trafiają i nieźle wędkują), wypłynęliśmy  w morze o godz. 5.00 . Byłem trochę zdziwiony, że tak wcześnie się wypływa z portu, ale po godzinie się okazało dlaczego. Otóż wypłynęliśmy poza zasięg linii brzegowej, otwarte morze, nic na horyzoncie. Naszemu kutrowi zajęło to około jednej godziny (niekiedy płynie się dalej 2-3 godziny od portu). Kiedy osiągnęliśmy planowane łowisko gwarantujące połów, przeważnie o głębokości około 60-80 metrów, niekiedy ponad 100 metrów, zabawa się zaczęła. Kuter się zatrzymał, szyper puścił go w dryf i dał znak trąbką, To był sygnał, że można już łowić - zanęta poszła do wody. Po kilku minutach widać pierwsze efekty lub ich brak, wtedy szukamy innego miejsca.

Dorsz, to drapieżna ryba morska, największy z przedstawicieli rodziny dorszowatych. Występuje w północnej części Oceanu Atlantyckiego i w morzach Północnej Europy. W Polsce mianem dorsza określa się zwykle trzy podgatunki dorsza atlantyckiego, z których najbardziej znanym jest dorsz bałtycki, nazywany także pomuchlą. Nadal jest jedną z najważniejszych ryb poławianych komercyjnie. W konkurencji o jego malejące zasoby dochodziło do międzynarodowych konfliktów. Dziś dorsz stał się symbolem niezrównoważonego rybołówstwa, ze względów na przełowienie i jest narażony na wyginięcie.

Ciało dorsza jest wydłużone. Głowa duża, szeroka z wydłużonym pyskiem, a na podbródku znajduje się jeden, dobrze rozwinięty wąs. Występują trzy wyraźnie oddzielone płetwy grzbietowe i dwie odbytowe. Całe ciało pokrywają drobne, głęboko wrośnięte łuski cykloidalne. Ubarwienie dorszy jest uzależnione od podgatunku oraz od barw przeważających w ich miejscach występowania. Grzbiet ciemny, od brązowego, boki nieco jaśniejsze, brzuch biały.

Rekord polski według "Wiadomości Wędkarskich" został ustalony w 1997 roku. Złowiony na wędkę dorsz ważył 28,90 kg i miał 137 cm długości. Z taką rybą można spotkać się w każdej chwili będąc na takim rejsie.

Dorsze łowi się na pilklery, są to zanęty wykonane z metalu o różnych kształtach, kolorach, po to by imitować małe rybki - naturalny pokarm  drapieżnika. Na morskie łowisko należy zaopatrzyć się w pilkery o odpowiedniej masie, tj. od 150 g do 300 g - masę zanęty wybiera się zależnie od warunków łowienia, to jest głębokości, wiatru i dryfu. Im cięższy pilker, tym szybciej opadnie na dno i jest większa szansa na wielokrotność brań.

Zanętę należy przymocować do plecionki, najlepiej za pomocą kółeczka i klamry, po to by móc szybko zmienić zestaw, ewentualnie dopiąć przywieszkę. Przywieszka jest to dodatkowa żyłka z 2-3 haczykami i różnorodnymi wabikami. Plecionka powinna być odpowiedniej grubości i wytrzymałości, ponieważ dno Bałtyku jest usłane różnymi zaczepami, w postaci wraków, starych sieci rybackich itp. Jeżeli pilker wpadnie w taki zaczep, to ciężko jest go uwolnić, pozostaje nam tylko zerwać zestaw i zamontować nowy. Wędzisko, którego używa się do połowu dorsza również musi być odpowiednio wytrzymałe. Osobiście używam wędki firmy Konger model Pilk 270, która ma ciężar wyrzutu 100-250 g, o wadze właściwej 435 g, długości transportowej 144 cm. To typowo morski kij, przeznaczony do połowu z wolnej burty. Wykonany jest z wyjątkowo wytrzymałego kompozytu węglowo-szklanego. Elastyczność włókien szklanych, ze sprężystością ich grafitowego odpowiednika doskonale sprawdza się podczas holu dużej ryby. Odpowiednio dobrane długości i masy wyrzutowe (80-180 g Light Pilk i 100-250 g Pilk) poszczególnych modeli pozwalają na skuteczne obłowienie większości bałtyckich łowisk. Na kiju zamontowany mam kołowrotek firmy Jaxon, model SF 600. Jest to solidny kołowrotek morski do łowienia na ciężkie zestawy. Mocna konstrukcja, posiada dobrze wyważony, niezawodny mechanizm. Regulacja hamulca znajduje się w górnej części szpuli.

W kołowrotkach Sea Fighter zastosowano specjalne łożyska wykonane z nierdzewnej stali, co jest szczególnie istotne przy użytkowaniu sprzętu w warunkach słonowodnych. Do zestawu należy również dołączyć plecionkę i ewentualnie jakąś ciekawą przywieszkę. Koszt wymienionych elementów kształtuje się na granicy od 250 zł do 300 zł, za niewielkie pieniądze można pozyskać profesjonalny sprzęt, rejs wykupić za 120 zł, doliczyć do tego wrażenia, które w takim momencie stają się bezcenne.

Technika łowienia polega na spuszczeniu zestawu na dno, następnie podnoszenie go na wysokość około 1 metra od dna i znowu opuszczaniu. Przy pewnej wprawie i praktyce i właściwie skonstruowanym zestawie można wyczuć moment uderzenia w dno, co jest bardzo istotne w tej metodzie. Oczywiście im większy dryf i większa głębokość łowienia, tym jest to trudniejsze.

Na zdjęciu widać wędki w specjalnych uchwytach, które są wygodne i niezbędne w trakcie płynięcia i szukania ławicy dorszy. Tak zabezpieczone wędziska umilają nam rejs, nie przeszkadzają w czasie zwiedzania łajby.

Należy zaznaczyć, że jest to duży wysiłek fizyczny. Łatwo sobie wyobrazić, że wyciąganie tak ciężkiego zestawu nawet bez ryby jest z takiej głębokości trudne. Bywa, że na zestawie łącznie są 2 kotwiczki i 3 haczyki, skutkuje to (aczkolwiek rzadko), wyłowieniem na jednym zaciągu kilku ryb. Wyciągnięcie takiego całego "towarzystwa" jest wtedy szczególnie wyczerpujące.

Trzeba też uważać, aby nie poplątać żyłek z sąsiadami, co niestety się zdarza, najlepiej wtedy zrobić użytek z noża i na nowo zmontować zestaw.

Rejs trwa zwykle 8-10 godzin, niekiedy dłużej. Organizator w cenie rejsu zapewnia serwis kawowy lub herbaciany, a niektóre jednostki również serwują coś do zjedzenia. Jeżeli ktoś nie ma własnego sprzętu jest możliwość (za dopłatą) wypożyczenia gotowego zestawu do wędkowania.  

Cały urok polega na tym, że jest się na otwartym morzu, lekko buja kutrem, pogoda dopisuje, a ryby atakują zanętę. Oczywiście nie zawsze lekko buja i nie zawsze jest ładna pogoda i nie zawsze ryby biorą, ale wtedy emocji więcej.

Polecam wszystkim tym, którzy szukają w wędkowaniu nowych wrażeń i pragną złowić wyjątkowo dużą rybę.

Adam Piszczek, KPODR w Minikowie
foto: Adam Piszczek i archiwum Leszka Piechockiego, KPODR w Minikowie, Oddział w Zarzeczewie

 

do góry

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DHTML Menu / JavaScript Menu Powered By OpenCube