"Dzielmy się chlebem..."
Pszenna mąka i woda najlepszej jakości - tyle
potrzeba do wyrobienia ciasta na opłatek. Do tego specjalne
szczypce żeliwne o charakterystycznej formie (przypominającej
obcęgi) zakończone prostokątnymi tabliczkami. Na te tabliczki
nalewa się odrobinę ciasta, mocno je zaciska i wkłada na chwilę
do ognia. Tu leży sekret "dobrego opłatka". Jak
długo trzymać tabliczki w ogniu i w jakiej temperaturze, aby
opłatki nie wychodziły za grube i nie przypalały się na brąz
wiedzą tylko ci, którzy wypiekowi delikatnego ciasta nadali
rangę sztuki. W Muzeum Etnograficznym w Krakowie znajduje
się kilka zachowanych do naszych czasów form żeliwnych do
wypieku opłatków z XVII i XVIII wieku. Starsze niestety nie
zachowały się. Największy podziw wzbudza jednak opłatek upieczony
w Jurgowie na Spiszu w 1712 roku. Ta krucha drobinka przetrwała
więc już 295 lat.
Nazwa "opłatek" pochodzi od łacińskiego
oblatum (dar ofiarny). Sam opłatek wywodzi się z pieczywa
obrzędowego znanego wielu religiom. Takim pieczywem jest np.
żydowski placek paschalny. Nasi słowiańscy przodkowie - poganie
- dzielili się pieczywem obrzędowym przy zawieraniu pobratymstwa.
Chrześcijaństwo nadało opłatkowi inną, mistyczną symbolikę
- ciała Chrystusa. W dzisiejszej postaci cieniutkiego chlebka
opłatek znany był w Rzymie już za panowania Karola Wielkiego
(cesarza rzymskiego od 800 roku). Od XII wieku jest stosowany
w liturgii przez kościół katolicki. W Polsce opłatki upowszechniły
się dopiero w XV wieku. Do tego czasu bowiem ich wypiekaniem
zajmowały się wyłącznie klasztory, które miały ograniczone
możliwości rozprowadzania opłatków po kraju. Dopiero po tym,
gdy każda parafia zdobyła prawo i własną formę do wypiekania
oraz specjalistę znającego się na rzeczy, opłatki trafiły
do ludu.
Obecnie wyrobem opłatków zajmują się wyspecjalizowane
w tej sztuce piekarnie rzemieślnicze. Przy ich wyrobie stosuje
się ciągle tę samą metodę. Jedynie proces pieczenia został
unowocześniony poprzez zastosowanie elektrycznych matryc,
w których upiec można duże ilości opłatkowych arkuszy. Układa
się je w małe paczuszki przewiązane najczęściej kolorowymi,
papierowymi opaskami. Takie paczki opłatków wędrują do parafii,
a stamtąd trafiają do naszych domów. Opłatki naszych pradziadów
były białe i kolorowe - białe dla ludzi, kolorowe zaś do podziału
z przydomowymi zwierzętami. Każdy szanujący się gospodarz
w wigilijną noc dzielił się opłatkiem z bydłem w oborze, wierząc,
że dzięki temu zwierzęta będą się dobrze chowały i licznie
rozmnażały. A że opłatek miał dodatkowo czarodziejską moc
rozwiązywania języków, tego wieczoru bydło mówiło ludzkim
głosem. Niestety, panowało przekonanie, iż ludzie, którzy
odważyli się posłuchać tej mowy zwierząt, przypłacali swą
ciekawość życiem. Spośród zwierząt gospodarskich tylko pies
nie otrzymywał opłatka. Powodem były przypisywane mu zdolności
jasnowidzenia. Wierzono mianowicie, że pies w tę jedyną noc
w roku, zadarłszy głowę widzi na firmamencie wszystko jak
w zwierciadle - idące w górę duchy tych, co mają niedługo
umrzeć, ja również spływające w dół duszyczki tych, którzy
mają dopiero się narodzić. Mógłby więc za dużo "wyszczekać".
Opłatek jako przedmiot sakralny miał również
duże znaczenie w takich praktykach, jak magia, zaklęcia, gusła.
Wierzono na przykład, że opłatek otrzymany podczas komunii
i doniesiony pod językiem do domu, jest najskuteczniejszym
lekiem przeciw kurczom i bólom zepsutych zębów. Sama obecność
opłatka w domu miała zapewnić dostatek, spokój i błogosławieństwo
Boże, chronić dom przed piorunem, pożarem i innymi nieszczęściami.
Wśród myśliwych utrzymywał się przesąd, że okruch opłatka,
którym dzielono się w wigilię, noszony w kolbie strzelby,
zapewnia trafienie do celu. Opowiadano sobie nawet, że wystarczy,
aby posiadacz strzelby z opłatkiem w kolbie pomyślał: "zając
tu", a szarak posłusznie wyskoczy z krzaków i sam ustawi
się pod strzał.
Do dziś dnia świąteczny opłatek wigilijny
jest symbolem pokoju i dobra. Zgodnie z tradycją kładziemy
opłatek na naszych świątecznych stołach (na talerzu, chlebie,
pasemku siana lub słomy). Często stawiamy na stole puste nakrycie
z tym mistycznym chlebkiem, nie tylko dla zbłąkanego i głodnego
wędrowca, ale także dla dusz naszych zmarłych bliskich, które
- według wierzeń - w noc wigilijną, z łaski Bożej, mogą odwiedzać
swoje rodzinne domy.
Ze swojej strony chciałabym życzyć, aby tegoroczna
wigilia zapisała się Państwu w pamięci jak najlepiej, aby
udało się nam spędzić ją z rodzinami, w miłości, pojednaniu
i radości.
Anna Dykczyńska
KPODR w Minikowie,
Oddział w Zarzeczewie