Tam, gdzie tradycja wciąż obecna, a ludzie życzliwi...
Rzeźby w drewnie, szydełkowe obrusy i serwety, kolorowe robótki na drutach, ogródek pełen rzadkich odmian roślin, staw, w którym pływają także kiełbiki i raki, a wokół pola, las, jezioro... kumkają żaby, grają świerszcze. Spokojny świat, pełen uśmiechu, pamiętający i pielęgnujący historię regionu. Do kogo należy? Do dwojga życzliwych, pogodnych ludzi, którzy chętnie otwierają go dla innych.
Wszyscy są tu serdecznie witani, a gości nie brakuje. Od przedszkolaków, dzieci i młodzieży szkolnej po seniorów, przyjeżdżają tu w zorganizowanych grupach i pojedynczo. Przyjmowani z sercem, zostawiają pamiątki od serca: własnoręcznie wykonane rysunki, laurki.
Kiedy państwo Anna i Jan Wójkiewiczowie zamieszkali w Szczutkowie (gmina Choceń) nie wszystko wyglądało tak jak dziś, a właściwie nic tak nie wyglądało. Wspólną, ciężką pracą zbudowali ten urokliwy zakątek. Pracy nigdy się nie bali, ani wtedy, gdy wyjechali do pracy w PGR w okolice Słupska, ani wtedy, gdy zaczęli gospodarować "na swoim". W PGR przez pięć lat pan Jan z zawodu mechanizator rolnictwa nauczył się również pracy na roli, choć mówi, że najwięcej nauczyła go żona, z zawodu rolnik. Pani Anna pracowała wtedy, jako magazynier, a później księgowa. Zatęsknili jednak do rodzinnych stron i postanowili wrócić. Na czterohektarowym gospodarstwie, które przejęli od rodziców pani Anny, musieli ciężko pracować, aby się utrzymać. W niewielkim gospodarstwie zajęli się hodowlą bydła mlecznego. Pisały o Nich gazety, że młodzi, pracowici, gospodarni. Tak, a do tego otwarci na świat, na ludzi, chętnie brali udział w szkoleniach, wycieczkach, ciekawi nowości. Zawsze aktywnie uczestniczyli w życiu lokalnej społeczności, pan Jan z zaangażowaniem brał udział w odbudowywaniu i tworzeniu Międzykółkowych Baz Maszynowych,
a później SKR-ów, pani Anna aktywnie działała w Kole Gospodyń Wiejskich. Praca w gospodarstwie przeplatała się z pracą społeczną i obie przynosiły małżonkom satysfakcję. Wychowali troje dzieci: dwie córki i syna, teraz są pod urokiem wnucząt. Mają komu przekazać swoje pasje i tradycje regionu, które z zamiłowaniem pielęgnują. Mówi się, że najważniejsze, co można dać dzieciom to korzenie i skrzydła. Państwo Wójkiewicz tak bardzo zakorzenieni w tej ziemi dali dzieciom,
a teraz wnukom solidne korzenie. Sami mając skrzydła są najlepszym przykładem do naśladowania.
Drogi życia bywają też trudne, przyszła choroba, a wraz z nią decyzja o sprzedaży gospodarstwa i przejściu na emeryturę. Choroba minęła i państwo
Wójkiewiczowie z zapałem zorganizowali życie na nowo. Dom, w którym mieszkają zaprojektował pan Jan. Urządzali go wspólnie. Prawie wszystko robią wspólnie: pan Jan mówi, że najbardziej lubi wędkować z żoną, wspólnie pielęgnują ogródek dookoła domu, który powoli przekształca się w park. Czas na swoje, choć różne pasje też dzielą razem. Powszechnie wiadomo, że kąpieli w jeziorach i rzekach powinno zażywać się po 24 czerwca (jak Jan wodę ochrzci), państwo Wójkiewiczowie mówią, że "na Boże Ciało skocz do wody śmiało", ale robią jeszcze inaczej. Od kwietnia do października razem zażywają kąpieli w stawie. Twierdzą, że to najlepiej hartuje i chroni przed chorobami. Na choroby mają też inne sprawdzone sposoby. Własnoręcznie robione przetwory z owoców
z przydomowego sadu (pachnące owoce pigwowca w syropie, bogate w witaminę C). Ryby z własnej hodowli karmione zielonką, smaczne i zdrowe. I jeszcze czyste powietrze, pogoda ducha, życzliwy stosunek do świata i pasja.
Skąd wzięły się zainteresowania zupełnie nie związane z zawodem? Pani Anna od dawna lubiła robótki ręczne, dziergała serwetki, obrusy, sweterki dla dzieci, kołnierzyki, wszystko to, co było potrzebne, ale ta praca zawsze była dla niej przyjemnością. Teraz pani Anna tworzy misterne, zachwycające cudeńka. Podziwiają je zwiedzający wystawy i kiermasze, bo państwo Wójkiewiczowie niestrudzenie uczestniczą nie tylko w licznych tego typu imprezach, ale również prowadzą zajęcia z młodzieżą naszego regionu, podczas których dzielą się także swoją wiedzą o historii i kulturze Kujaw. Skąd pani Anna czerpie pomysły? Mówi, że z otaczającej przyrody: kwiaty, trawy, drzewa podsuwają sposoby na misternie utkane oczka, słupki i łańcuszki.
Zgodnie z przyrodą tworzy też pan Jan. Wstaje jeszcze przed świtem, niezależnie od pory roku i idzie na spacer do lasu, albo nad staw. Zimą lubi oglądać ślady zwierząt na śniegu. Przypadkowo znaleziona gałązka bywa pomysłem na kolejną rzeźbę. Najchętniej rzeźbiłby w drewnie lipowym, ale o nie trudno, topolowe też jest dobre. Każde trzeba jednak dobrze wysuszyć. Znajomy leśniczy (z leśnictwa Kutno) podzielił się z panem Janem kilkoma cennymi uwagami, co do suszenia drewna, bo pan Jan jest samoukiem. Nigdy nie uczył się rzeźby, zainteresowanie tą twórczością przyszło po chorobie. Podpatrywał prace innych rzeźbiarzy i sam wypracował własną technikę. Nawet narzędzia robił sobie sam, bo te w sklepie są albo bardzo drogie, albo, jeśli tańsze, to kiepskiej jakości. Pan Wójkiewicz ma bogaty dorobek twórczy. W pokoju stoją rzędem różne postacie od rycerzy po panny w bikini. Domu strzegą wojowie i postacie praprzodków. Nastrojowa szopka pod strzechą zachwyca oglądających, a dla pana Jana stanowi wyzwanie, aby wykonać grób Pański z strzegącymi go rzymskimi rycerzami. Rzeźbiarz wciąż doskonali swój warsztat, próbuje nowych technik, rozwija się twórczo. Zamówień na rzeźby nie brakuje, ale panu Janowi zawsze trudno rozstać się ze swoimi pracami. Cóż w każdej z nich jest cząstka Jego serca i duszy.
Państwu Annie i Janowi Wójkiewiczom życzę wielu pomysłów na kolejne dzieła, wciąż nowych przygód ze sztuką i uśmiechów losu.
Laura Maciejewska
KPODR Minikowo, Oddział w Zarzeczewie |