Przetargi Przeszukaj nasze strony

Aktualności - biuletyn internetowy KPODR


Agro News

Porejestrowe Doświadczalnictwo Odmianowe

 

Dom i rodzina > Nasze zwierzęta > Pies - morderca?

Pies - morderca?

Pies - najlepszy przyjaciel człowieka. Pomaga mu wypasać zwierzynę, pilnuje obejść, służy do towarzystwa, tropi zwierzynę łowną, używany jest do sportów (agility, wyścigi). Pies towarzyszy nam od niepamiętnych czasów. Jego historia, pochodzenie, behawior zostały już na tyle poznane, że trudno byłoby tu coś dodać.

W całej historii współżycia psa z człowiekiem mają miejsce zdarzenia, które rzucają na nasze wzajemne relacje cień: pogryzienia. Dość często słyszy się o groźnych w skutkach pokąsaniach przez psy czy to dorosłych ludzi, czy też dzieci. Media oczywiście z wielką satysfakcją rozdmuchują takie sytuacje, ukazując cały problem w krzywym zwierciadle, bo im bardziej szokująca będzie historia, tym większe wzbudzi zainteresowanie.

Wygląda to tak, że gdy usłyszy się, że jakiś pies kogoś pogryzł, to natychmiast jest mu przyklejana łatka "psa-mordercy". Nikt nie docieka, dlaczego tak się stało. A okazuje się, że 90% lub nawet więcej takich zdarzeń zawinione jest przez człowieka - jego błędy w wychowaniu swojego pupila i sprowokowanie go do ataku. Tylko ta znikoma reszta przypadków spowodowana jest przez zwierzęta, które można by określić jako "psy-mordercy", choć ja raczej uznaję je za niezrównoważone psychicznie - bo takie też właśnie są. Na tej podstawie buduje się "wiedza" postronnych ludzi, "znawców", którzy nic nie wiedzą o zachowaniach zwierząt ani nie mają zielonego pojęcia o specyfice poszczególnych ras. Pit bull, amstaf, rottweiler, doberman są ogólnie postrzegane jako psy tak groźne, że na pewno kiedyś dojdzie do pogryzienia przez nie. Rasy te są bardzo popularne, wyglądają dość groźnie (a ludzka wyobraźnia jest bujna), a że przypadek pogryzienia przez takiego psa jest w oczach mediów bardziej spektakularny niż pokąsanie przez jakiegoś kundelka... cóż - pozostawię pod rozwagę czytelnikowi.

Zmierzam do tego, że cały problem pogryzień przez psy finalnie uderza w konkretne rasy, szczególnie w te, które swym wyglądem budzą respekt, mają muskularną budowę i z reguły duże gabaryty. Tymczasem większość tych przypadków jest spowodowana przez psy mieszańce (i nie chodzi tu o to, że przyczyną jest ich nierasowość). Wynika to z kilku czynników: predyspozycji rasowych (lub wielorasowych w przypadku mieszańców - i tu może być trudna do przewidzenia mieszanka wybuchowa), wychowania i doświadczenia psa oraz sytuacji wywołujących agresywną reakcję zwierzęcia. Omówię krótko każde z tych uwarunkowań.

Pierwszy czynnik - predyspozycje rasowe. Na ogół wszyscy wiedzą, że na przykład wyżeł będzie lepiej nadawał się do polowań niż buldog, a owczarek niemiecki będzie lepszym psem policyjnym od wyżła. I tu właśnie zaczyna się problem, na fundamentach którego wyrastają kolejne. To, że komuś pies podoba się wizualnie, powinno znaleźć się na końcu listy kryteriów wyboru rasy. Owszem, większość ludzi właśnie od tego zaczyna wybór psa (sam tak robiłem). Jeżeli jednak okaże się, że interesująca nas rasa w pozostałych cechach nie do końca nam pasuje, bo np. nie możemy zwierzęciu zapewnić odpowiednich warunków rozwoju, to powinniśmy z niego zrezygnować, dla jego i naszego dobra. Bo jeśli ktoś chce mieć milusińskiego, spokojnego psa-pupilka do przytulania, nie powinien oglądać się za rottweilerem, owczarkiem francuskim czy jakimś psem bojowym. To nie są rasy dla niego, bo ktoś taki nie jest w stanie sprostać wychowaniu takiego czworonoga. Potem pojawia się problem, czy psa komuś oddać, czy dać do schroniska, czy - co gorsza - uśpić. Niestety, najbardziej w tym wszystkim cierpi właśnie pies.

Drugi czynnik - wychowanie psa. Większość znanych mi posiadaczy psów zaprzepaściło najważniejszy okres w rozwoju zwierzęcia - szczenięctwo i dorastanie, kiedy tworzą się podstawy jego psychiki. Na finalny charakter naszego pupila, oprócz predyspozycji psychicznych danej rasy, mają wpływ doświadczenia zdobyte przez młodego psa - niestety, w wielu przypadkach dla niego przykre. Każdy błąd popełniony w tym czasie odbija się później echem w jakości naszych relacji z psem. Zachowania wywołane strachem, niechęcią, pobudzoną agresją lub rozbudzonym niepotrzebnie silnym instynktem terytorialnym czy obronnym zaczynają być problemem. Danie nieświadomie psu pewnych przywilejów w okresie szczenięctwa (bo to przecież taki mały, kochany pupilek, co tak słodko na nas patrzy) również powoduje problemy, które najczęściej są podłożem kolejnych agresywnych - w naszym mniemaniu - i pogłębiających się zachowań psa w stosunku do nas.

Wreszcie trzeci czynnik - sytuacje wywołujące agresywną reakcję zwierzęcia. Tu głównym powodem takiego zachowania jest nasza niewiedza na temat zachowań i "języka" psów. O tym, że pies nas nie toleruje, z reguły wiemy dopiero wtedy, gdy warczy, albo gdy już pędzi na nas z zamiarem ataku. A taką sytuację w większości przypadków poprzedza szereg sygnałów ze strony psa, że coś mu się nie podoba, które my ignorujemy, to z kolei zaczyna psu jeszcze bardziej się nie podobać i koło się zamyka. Nie mówię, że każdy ma być wybitnym behawiorystą, ale wystarczy znać pewne podstawowe prawidła postrzegania otoczenia przez psy, by uniknąć takiego nieprzyjemnego zdarzenia. Wystarczy unikać takich sytuacji, jak głaskanie obcego psa, wtargnięcie na jego teren czy wpływanie na niego przemocą bez umożliwienia mu okazania uległości, a ryzyko pogryzienia spada do minimum. Piszę "do minimum", nie do zera - celowo, bo jest jeszcze wiele innych czynników, które to warunkują. Aby jednak w pełni wyczerpać ten temat, musiałbym napisać książkę. Zawsze pozostaje ryzyko, że pies jest niezrównoważony psychicznie i taki może nas zaatakować bez wyraźnej przyczyny.

Jak widać, agresywne zachowania psów nie wynikają z jednego tylko czynnika, a już tym bardziej nie chodzi o to, że jest to dog, mastif czy jakaś inna mniejsza lub większa rasa bojowa. Owszem, pogryzienie przez rottweilera jest dużo groźniejsze w skutkach niż przez np. jamnika, ale przyczyna jest generalnie zawsze ta sama: błąd człowieka, zgrzyt w relacjach między nami a psem. Z tych powodów ktoś z dobrymi intencjami wyszedł z pomysłem regulacji ustawowych, które pomogłyby zaradzić problemowi psów agresywnych. Jednak z rozczarowaniem stwierdzam, że znów na dobrych chęciach się zakończyło. Powstało rozporządzenie-bubel, uderzające wyłącznie w wąską grupę posiadaczy psów, które akurat nie stanowią żadnego zagrożenia (co wynika z wielu czynników - poczynając od procesu hodowli zgodnie z zasadami wiedzy kynologicznej, a kończąc na prowadzeniu psa przez finalnego właściciela). Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 28 kwietnia 2003 roku (DzU.2003.77.687) wymienia 11 ras psów uznawanych za agresywne: amerykański pit bull terrier, pies z Majorki (Perro de Presa Mallorquin), buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski (Perro de Presa Canario), tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash, moskiewski stróżujący, owczarek kaukaski. Właściciel psa jednej z tych ras ma obowiązek uzyskania w urzędzie gminy lub miasta pozwolenia na jego posiadanie. W praktyce jednak, jeśli ktoś kupi psa bez papierów (w rozumieniu prawa - nierodowodowego, czyli nierasowego), nie musi starać się o takie pozwolenie. Jednym słowem, właściciel owczarka kaukaskiego zakupionego w hodowli zarejestrowanej w Związku Kynologicznym, posiadającego metrykę urodzenia, musi wystąpić o pozwolenie, a właściciel, który ma np. psa i sukę tej rasy, ale nie prowadzi hodowli, a urodziły mu się szczeniaki (tu już traktowane jako psy "w typie" danej rasy) - nie musi starać się o nic. Jeden i drugi pies - to ta sama rasa. To samo dotyczy mieszańców, nieważne jakich ras (może to być owczarek kaukaski x pit bull).

W takim ustawodawstwie tkwi jeszcze jedna pułapka. Okazuje się, że jeśli ktoś chce kupić psa z hodowli, nie jest to takie łatwe (nie mówię tu o pseudo-hodowlach). Hodowca dokładnie wybada, do kogo ma trafić jego zwierzę: czy przyszły właściciel jest w stanie poradzić sobie z psem tej rasy, czy może zapewnić mu odpowiednie warunki, czy ma pojęcie o zaletach i wadach danej rasy i czy w ogóle nadaje się na właściciela jakiegokolwiek psa. Ponadto każdy pasjonat, który chce mieć psa, nigdy nie pozwoli sobie na to, aby doszło do sytuacji podbramkowej w kontaktach zwierzęcia z człowiekiem lub z innymi psami. Osobiście nie znam psa rodowodowego, który okazywałby agresję wobec ludzi czy zwierząt lub był niezrównoważony psychicznie. Odpowiedzialność hodowcy, a potem właściciela czworonoga, eliminuje zagrożenie. Natomiast całkowita przypadkowość w wyborze psa często skutkuje tym, że traci się nad nim kontrolę, bo właściciel nie zna charakteru zwierzęcia, nie wie, jak należy go układać, lub co gorsza - w ogóle nie ma pojęcia na temat psów i sposobu postrzegania przez nie świata. Wielki, silny pies o mocnym charakterze ląduje na łańcuchu lub w kojcu 2 x 2 m, dostaje michę żarcia i niech tak spędza żywot. Jak widać, rozporządzenie kompletnie nie rozwiązało problemu, bo prawdziwy hodowca sprzeda swojego psa tylko świadomemu przyszłemu właścicielowi, mając pewność, że nie wyniknie z tego problem. To właśnie pozyskiwanie psa spoza hodowli lub z pseudo-hodowli stwarza potencjalne zagrożenie na przyszłość. Stąd właśnie biorą się sytuacje, przez które przykleja się łatkę do niektórych ras i utwierdza się opinię publiczną, że pies takiej a takiej rasy to "morderca".

A życie pokazuje coś zupełnie innego.

Wszystko, co tu starałem się poruszyć, jest tylko bardzo pobieżnym dotknięciem tematu, ale daje pewien obraz, jak to faktycznie wygląda. Jak już wspomniałem, aby całkowicie wyczerpać problem, musiałbym napisać książkę. Zainteresowani znajdą w księgarniach pozycje o tej tematyce (należy je wybierać z rozwagą, bo nie wszystkie są rzetelne). Przy okazji tego tematu chciałbym bliżej omówić rasy, które znalazły się na liście uznawanych za niebezpieczne. Jednak pozwolę sobie każdej rasie poświęcić osobny artykuł, dzięki czemu pokażę, że nie są to "psy-mordercy", lecz zwierzęta, do których trzeba podchodzić bardzo odpowiedzialnie.

Michał Lubomski
KPODR Minikowo, PZDR w Toruniu

XII 2009

 

do góry

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DHTML Menu / JavaScript Menu Powered By OpenCube