|


|
rzedsiębiorczość
> Przedsiębiorczość > Chwyć
sprawy w swoje ręce
|
Chwyć sprawy w swoje ręce
Każdy z nas sięgając pamięcią do czasów dzieciństwa
doskonale pamięta smak pieczonego przez babcię chleba, ciasta
drożdżowego pieczonego w piecu, ogórków kiszonych "prosto
z beczki" lub z kamiennego garnka, wędzonych szynek,
kiełbas i innych "swojskich" specjałów. W obecnych
czasach spożywanie posiłków odbywa się "w biegu",
nie wspominając już o ich przygotowaniu, które sprowadza się
do odgrzewanych, półprzetworzonych produktów. Kupujemy półprodukty,
których już tylko nazwy przypominają o dawnym smaku babcinych
specjałów. Powszechne dawniej - dzisiaj zwane produktami lokalnymi,
tradycyjnymi.
Czym jest produkt lokalny? - Jest
to wyrób lub usługa, z którą utożsamiają się mieszkańcy regionu,
produkowany w sposób nie masowy i przyjazny dla środowiska,
z surowców lokalnie dostępnych. Produkt lokalny staje się
wizytówką regionu poprzez wykorzystanie jego specyficznego
i niepowtarzalnego charakteru oraz z angażowania mieszkańców
w rozwój przedsiębiorczości lokalnej. Najprościej
mówiąc jest czymś, co mieszkańcy danego terenu uważają za
tradycyjne i pospolite, a osoby z zewnątrz za specyficzne
i niepowtarzalne. Wszelkie lokalne smakołyki, opowiastki i
pamiątki, których nie można kupić w kiosku czy supermarkecie,
to wartości regionu, na bazie których można kreować jego niepowtarzalny
wizerunek. Produkty tradycyjne i lokalne stanowić mogą element
promocji regionu i dodatkowe źródło dochodu dla mieszkańców.
Tematyka produktu tradycyjnego jest jednym
z ważniejszych obszarów zainteresowań Lokalnej Grupy Działania
"Bory Tucholskie" (LGD). Rozumiejąc szansę dla tychże
produktów, LGD opracowała strategię ich promocji i realizację
wielu działań, m.in. skierowanych do wytwórców tychże produktów
z powiatu tucholskiego w postaci cyklu szkoleń. W ślad za
pierwszym krokiem LGD "Bory Tucholskie" przy współpracy
Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie
zorganizowały w marcu cykl szkoleń dla mieszkańców poszczególnych
gmin zainteresowanych wytwarzaniem, promocją, certyfikacją
i dystrybucją produktów lokalnych i tradycyjnych.
Zajęcia, które odbywały się w Lnianie, Śliwicach
i Tucholi obejmowały 3-dniowy moduł szkoleniowy dla trzech
dwudziestoosobowych grup reprezentowanych przez liderki i
członkinie Kół Gospodyń Wiejskich.
Tematyka szkoleń obejmowała m.in.:
-
przepisy sanitarno-higieniczne przy produkcji produktów
lokalnych,
-
informacje na temat możliwości ochrony polskich produktów
żywnościowych i certyfikacji,
-
zagadnienia związane z określeniem metryki produktu, jego
pochodzenia oraz historii,
-
zagadnienia związane ze specyfiką prezentacji i promocji
produktu,
-
informacje na temat pomocy finansowej związanej z uczestnictwem
w systemach jakości żywności,
-
zasady tworzenia i funkcjonowania grup producenckich, pozyskiwania
środków na działalność grupy,
-
informacje na temat sprzedaży bezpośredniej produktów spożywczych
oraz za pośrednictwem supermarketów w ramach Programu "Smak
Polskiej Tradycji".
Wykładowcami na szkoleniach byli pracownicy
Ośrodka w Minikowie: Anna Szmyd i Tomasz Bieliński oraz Grażyna
Szelągowska - przedstawiciel Muzeum Etnograficznego w Toruniu,
Wojciech Koper - pracownik Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej
w Bydgoszczy i Tadeusz Przymus - producent kajmaku, właściciel
firmy Polder Sp. z o.o.
Bory Tucholskie, to nie tylko piękna przyroda
(tereny o największym zalesieniu w Polsce) - to także zasoby
kulturowe, w tym dziedzictwo kulinarne. Dawna kuchnia borowiacka
była dość skromna, oparta głównie na produktach roślinnych.
Popularne były potrawy z ziemniaków. Borowiacy byli wielkimi
"bulwiarzami", jak pisał badacz kultury Borów Tucholskich
ks. Bernard Sychta. Z biegiem czasu coraz częściej używano
mąki, mleka czy maślanki. Często na stole gościły ryby i grzyby,
przygotowywane na wiele sposobów. Mięso spożywano dość rzadko,
przy czym najpopularniejsza była wieprzowina. Wiele potraw
obecnie przygotowywanych opiera się na tradycyjnych przepisach.
 |
Uczestniczki szkoleń kultywują tradycję wytwarzania
szerokiej gamy produktów lokalnych metodami tradycyjnymi takich
jak: chleb borowiacki, mace borowiackie, szandar, flendze,
kluchy kartoflane, polewka na maślance, fałszywy zając, sok
z wiśni i 200-stu liści, okrasa z gęsiny, miody, żurawina,
grzyby, ogórki kiszone, ciasta, szynki, kiełbasy, masła, smalce,
pierogi, twarogi, sery itp. To tylko niewielka część bogatej
gamy produktów tradycyjnych, którymi można byłoby podbić podniebienia
mieszkańców większych i mniejszych miast.
Promocja tych produktów zazwyczaj odbywa
się na imprezach takich jak wesela, festyny, dożynki, lokalne
targi, konkursy - kulinarne dziedzictwo, prowadzona działalność
agroturystyczna itp. Jest to jednak zbyt wąski rynek zbytu
dla "kulinarnych perełek", które mogłyby znaleźć
szersze grono smakoszy.
Poparcie inicjatywy tworzenia produktów lokalnych
ze strony wielu instytucji znalazła także swoje odzwierciedlenie
w wypowiedziach osób prowadzących zajęcia:
Wojciech Koper: - Sama p. mecenas Grochowska
z Głównego Inspektoratu Sanitarnego odnośnie produktów lokalnych
mówi: "nie utrudniać - pomagać".
Tomasz Bieliński: - Gospodynie z Borów,
by móc skutecznie sprzedawać swoje specjały, powinny zebrać
się razem. A grupa producencka, to najlepszy sposób na sukces.
Tadeusz Przymus - producent Kajmaku, który
na "własnej skórze" przeszedł drogę od pomysłu do
jego realizacji: Dla Pań widzę rynek owoców suszonych
(gruszek, śliwek), soków owocowych; małych słoiczków z owocami
leśnymi, itp. Przekonywał panie, by zaczęły sprzedawać swoje
wyjątkowe produkty w wielkich sieciach handlowych, a nie tylko
od czasu do czasu prezentowały je na festynach, czy u najbliższych
sąsiadów. - Robicie prezent tym, którzy udają, że sprzedają
tradycyjne produkty - mówił. - A przecież możecie
zacząć same zarabiać.
Przed rozpoczęciem szkolenia zarówno uczestniczkom
jak i organizatorom towarzyszyły pewne obawy, czy szkolenie
spełni pokładane w nim oczekiwania. Obawy były jednak nieuzasadnione:-
Marlena Dembek z Mszana - Jestem zadowolona ze szkolenia
mimo, iż sądziłam, że będzie miało ono charakter kulinarny.
Wytwarzam chleb, wędliny, ale moją pasją jest rękodzieło,
dekoratorstwo - zajmuję się tym w zaciszu domowym. Chciałabym,
aby organizowane były szkolenia warsztatowe również z tego
obszaru.
 |
- Przechodzę na emeryturę - mówiła
Bogusława Jurkiewicz ze Świekatowa - mogę więc teraz zajmować
się agroturystyką. Moi goście z Warszawy, Gdańska zachwyceni
są moją kuchnią - to najlepszy wabik. Przymierzam się do skorzystania
ze środków finansowych w ramach działania "Różnicowanie
w kierunku działalności nierolniczej".
 |
- Z mężem chcemy prowadzić działalność
agroturystyczną - Bernadeta Lasek z miejscowości Jeziorki
-. Zbieramy stare sprzęty gospodarstwa domowego. Chciałabym
też proponować moim gościom lokalną kuchnię. Pani Pałkowska
nauczyła mnie piec chleb. Rozmawiamy o zakupie wspólnego pieca.
Gdyby powstała grupa producencka, przyłączyłabym się.
- Suszę grzyby, zioła - robię z nich wianki
oraz przygotowuję bukiety-mieszanki -
Krystyna Berencht z okolic Tucholi - Z grzybów robię też
przetwory. Nie sprzedaję, najczęściej rozdaję w formie prezentów.
Wolałabym dostarczać surowiec innym niż sama zajmować się
całą produkcją i sprzedażą. Uświadamianie. wymogów sanitarno-higienicznych
powinno dotyczyć także lokalnych sklepów - zdarza się, że
mięso surowe i przerobione ważone jest na jednej wadze.
- Najtrudniejszy obszar niewiedzy to
Sanepid. Bez grantów na wyposażenie zaplecza kuchennego nie
damy rady ruszyć na większy rynek.
- Zenobia Majka z okolic Tucholi - Dużo ofert, dostajemy
na cynamonki, mace borowiackie czy polewkę na maślance.
Wnioskując z wypowiedzi uczestniczek szkolenia
mamy nadzieję, że ziarno rzucone zostało na żyzną ziemię i
zaowocuje... Tego byśmy sobie życzyli, bo skorzystamy na tym
wszyscy - producenci, zasilając domowy budżet i my konsumenci,
bowiem nie będziemy musieli delektować się smakiem wspomnień...
Świat należy do odważnych, więc trzymamy kciuki!
Sylwia Żakowska
K-PODR w Minikowie
|
do
góry |
|