Ogród ekologiczny

Szkolenie – Ekologiczna uprawa warzyw wyzwanie czy przyszłość dla rolnika

Warzywa ekologiczne zyskują coraz większą aprobatę wśród konsumentów poszukujących żywności wysokiej jakości. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Uprawa warzyw wymaga od rolnika dużego nakładu pracy, powinna być przemyślana, dostosowana do warunków panujących w gospodarstwie, ale i dostosowana do zapotrzebowania rynku.

O tym jakie są największe problemy w ekologicznej uprawie warzyw, jak radzić sobie z ich chorobami i szkodnikami dowiedzieliśmy się podczas szkolenia online pn. „„Ekologiczna uprawa warzyw wyzwanie czy przyszłość dla rolnika”, które odbyło się dnia 29 listopada br. Szkolenie zostało przeprowadzone przez Beatę Studzińską, eksperta z zakresu metod uprawy ekologicznej warzyw i owoców. Podczas szkolenia wiele uwagi poświęciła ochronie gleby, różnorodności biologicznej środowiska glebowego i potrzebie jej ochrony. Zwróciła uwagę, że jakość i żyzność gleby są decydującymi czynnikami zrównoważonego rozwoju i zachowania życia na naszej planecie.

Pierwsza część szkolenia poświęcona została ogólnym założeniom uprawy warzyw metodami ekologicznymi. O tym czy w uprawie warzyw ekologicznych osiągniemy sukces decyduje wiele czynników takich jak: zasobność gleby, żyzność, urodzajność, właściwe nawożenie, płodozmian, materia organiczna czy profilaktyka.

O tym „Jak sobie radzić z chorobami i szkodnikami warzyw ekologicznych na przykładzie buraczka, ogórka, marchwi i pomidora” dowiedzieliśmy się podczas drugiego wykładu. Beata Studzińska bardzo szeroko omówiła kwestie chorób i szkodników wyżej wskazanych gatunków warzyw. Niezwykle cenne były praktyczne wskazówki o tym jak stosować preparaty w uprawie ekologicznej, przyczynach występowania chorób i szkodników oraz możliwościach ich identyfikowania.

Zachęcam Państwa do ponownego skorzystania ze szkolenia klikając na poniższą miniaturkę, pod którym kryje się nagranie.

Poniżej dostępne są również materiały szkoleniowe.

Choroby i szkodniki warzyw eko jak sobie radzić 2

Ekologiczna uprawa warzyw 1

 

Szkolenie zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu.

Opracowała
Agnieszka Dobosz-Idzik
KPODR Minikowo

 

 

 

Upowszechnianie wiedzy i dobrych praktyk rolniczych w przetwórstwie i rolnictwie ekologicznym

  „Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie”

 

W dniach 27.09.2021-2.10.2021 odbył się wyjazd studyjny w ramach operacji ”Upowszechnianie wiedzy i dobrych praktyk rolniczych w przetwórstwie i rolnictwie ekologicznym”, wpisanej do Planu operacyjnego KSOW na lata 2020-2021. Operacja współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Schematu II Pomocy Technicznej „Krajowa Sieć Obszarów Wiejskich” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020.

 Uczestnicy wyjazdu, którymi byli rolnicy ekologiczni, przetwórcy, rolnicy konwencjonalni zainteresowani  ekologicznymi metodami produkcji oraz doradcy z terenu woj. kujawsko-pomorskiego, odwiedzili gospodarstwa ekologiczne oraz przetwórnie w województwie małopolskim, poznając dobre praktyki i innowacyjne rozwiązania w rolnictwie ekologicznym.

W ramach wyjazdu wizytowaliśmy w dwóch gospodarstwach położonych w podkrakowskich Niezwojowicach.

 

Fot. 1  Z wizytą w gospodarstwie p. Andrzeja Przybycień, Niezwojowice

Gospodarstwo pana Andrzeja Przybycień, to obecnie jedyne towarowe gospodarstwo ekologiczne w powiecie proszowickim. Prowadzi je od 1990 roku, ale tak naprawdę początki ekologii w jego gospodarstwie sięgają lat 80-tych XX wieku, kiedy to nawiązał współpracę z prekursorami rolnictwa ekologicznego w Polsce. Ta współpraca zaowocowała utworzeniem w 1989 roku pierwszego w Polsce Stowarzyszenie Rolników Ekologicznych EKOLAND.   Grunty orne stanowią 10 ha. W płodozmianie dominują uprawy warzyw, z których gospodarz uzyskuje bardzo dobre plony. Średnie plony odpowiednio na poziomie: ziemniaki około 30 t z ha, marchew jadalna około 40 t/ha, pietruszka  20t/ha, seler 25t/ha, cebula 30 t/ha, czosnek 80 000 główek z ha, kapusta 40t/ha, por 170 tysięcy sztuk z ha, dynia plon 40 t/ha, czarna rzepa- 25t/ha, ogórek 40 t/ha.


Fot. 2 Tegoroczne zbiory selera w gospodarstwie ekologicznym p. Andrzeja Przybycień

 

W poplonie rolnik uprawia koper, czarną rzodkiew, burak ćwikłowy. Produkcja zbóż stanowi około 2 ha. Na areale około 3 ha co roku wysiewana jest mieszanka strączkowo- zbożowa na poplon. Do siewu stosuje kwalifikowany, ekologiczny materiał siewny.  Odchwaszczanie przeprowadzane jest mechanicznie oraz za pomocą pielnika z palnikiem gazowym. Gospodarstwo podlega corocznej kontroli i certyfikacji przez jednostkę certyfikującą, posiada również certyfikat bezpieczeństwa żywności HACCP, Global G.A.P. Freshmazovia, najważniejszy prywatny międzynarodowy system jakości i bezpieczeństwa żywności w produkcji pierwotnej, który jest niezbędny w nowoczesnym handlu. Wytworzone produkty są sprzedawane dla dużych sieci Makro, NATU BIO  oraz przetwórni BIOFOOD. Warzywa są starannie konfekcjonowane i pakowane w specjalnie przeznaczonym dla tego celu pomieszczeniu, zapewniającym najwyższe standardy i normy bezpieczeństwa żywności, co potwierdzają odpowiednie certyfikaty. Rolnik dostarcza towar do odbiorców własnym transportem.

Pan Andrzej współpracuje z Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie, szkołą rolniczą w Piotrowicach Małych oraz MODR Karniowice. Bierze udział w konferencjach, sympozjach oraz targach  dotyczących ekologicznych metod produkcji. Podczas spotkań zwraca uwagę na problemy rolników ekologicznych. Bolączką rolników ekologicznych w Małopolsce jest brak przetwórstwa, brakuje również producentów pasz ekologicznych. Wytwórnie, które dotychczas działały nie wytrzymały konkurencji. Brakuje również grup producenckich, które mogłyby konkurować z silnym obecnie rolnictwem ekologicznym np. niemieckim, włoskim, czy Izraela.

Drugim odwiedzanym gospodarstwem było położone w sąsiedztwie 5-hektarowe gospodarstwo ekologiczne i zagroda edukacyjna  „Pszczółki”. Prowadzi je pani Agnieszka Król wraz z rodzicami. W gospodarstwie prowadzony jest chów gęsi polskiej białej, indyków i kur. Dominuje uprawa warzyw i owoców, które są wykorzystywane i przetwarzane w gospodarstwie. W ramach zajęć w zagrodzie edukacyjnej uczestnicy poznają cykl życia pszczelej rodziny i proces powstawania miodu. Można tutaj odpocząć z dala od zgiełku miasta, spróbować potraw przygotowanych tylko z naturalnych produktów i przekonać się czym jest polska gościnność. W menu gospodyni wyjątkowe produkty tj. gęś biesiadna wsią zalana pieczona na kapuście z jabłkami i śliwkami węgierkami, gruszki bądź śliwki węgierki w zalewie domowej, chleb razowy: czy oczywiście pyszna szarlotka. W ramach Rolniczego Handlu Detalicznego (RHD) prowadzone jest przetwórstwo oraz sprzedaż produktów z własnego gospodarstwa. To również miejsce, w którym priorytetem jest wychowanie w duchu patriotyzmu, poszanowaniu historii i umiłowania ziemi. Uczestnicy mieli okazję zapoznać się z funkcjonowaniem zagrody edukacyjnej. Na pięciu hektarach zainteresowania historyczne przeplatają się z miłością do zwierząt i gotowania oraz z  zamiłowaniem do ogrodu, pszczół i zdrowego stylu życia.

Fot. 3 Warzywa na podwyższonej grządce  gospodarstwie p. Agnieszki Król

 


Fot. 4 Sklepik z produktami z własnego gospodarstwa.

 

Kolejny dzień wyjazdu i następne ciekawe gospodarstwa. Tym razem gościliśmy u Pań:  Lucyny Gaweł i Martyny Chodorowicz. Mama i córka, prowadzą dwa odrębne gospodarstwa ekologiczne w Woli Batorskiej położonej między Puszczą Niepołomicką a Wisłą. Obydwa specjalizują się w produkcji warzyw w gruncie i pod osłonami. Pani Lucyna Gaweł gospodaruje wraz z mężem na 8-miu hektarach. Od 2003 posiadają certyfikat ekologiczny. Produkują warzywa na lokalny krakowski Targ Pietruszkowy oraz zajmują się hodowlą bydła rodzimej rasy polska czerwona, królików i kur niosek polskiej rasy Zielononóżka kuropatwiana. Zwierzęta zapewniają naturalny nawóz wykorzystywany przy uprawie warzyw.

By mieć możliwość prowadzenia handlu na Targu Pietruszkowym konieczne jest spełnienie 3 wymogów:

– wymóg lokalności – odległość gospodarstwa powinna wynosić do ok. 150 km od Krakowa,

– wymóg naturalności – posiadanie certyfikatu ekologicznego lub zgoda na poddanie się niezapowiedzianym badaniom laboratoryjnym;

-wymóg bezpośredniości– rolnik lub przetwórca sprzedaje swoje produkty sam lub sprzedaż prowadzona jest przez kogoś z jego rodziny.

Fot. 5 Uczestnicy wyjazdu studyjnego poznają zasady ekologicznej uprawy jarmużu w gospodarstwie p. Lucyny Gaweł.

 

Główne uprawy obejmują ziemniaki, kapustę głowiastą i pekińską, pietruszkę marchewkę, rzepę, sałaty, fasolę szparagową, koper, ogórki gruntowe, pomidory, por i seler i burak ćwikłowy. Część warzyw jest  przetwarzana w gospodarstwie i sprzedawana w ramach RHD. Na terenie gospodarstwa znajduje się 12  tuneli foliowych, w których od wczesnej wiosny do późnej jesieni uprawiane są warzywa, Od lutego rusza wysiew nowalijek: rzodkiewki, sałaty, szczypioru i koperku.

Fot. 6  Uprawa warzyw pod osłonami.

Gospodarstwo pani Martyny Chodorowicz choć niewielkie, gdyż powierzchnia wynosi dwa hektary gruntów ornych, stanowi przykład innowacyjnego gospodarstwa, w którym dominuje uprawa ziemniaków, ziół, warzyw i zbóż. Uprawa warzyw i ziół prowadzona jest w ośmiu tunelach foliowych. Rolniczka jest przykładem beneficjenta działania „Restrukturyzacja małych gospodarstw” PROW 2014-2020, w ramach którego zakupiła miniciągnik o mocy 50 KM do pracy w tunelach i na polu. W gospodarstwie prowadzona jest sprzedaż bezpośrednia produktów oraz przygotowywane są paczki dla klientów, którzy zamawiają towar telefonicznie lub przez internet. Raz w tygodniu paczki rozwożone są do odbiorców w Krakowie.

Fot. 7  Uprawa mizuny – musztardowca japońskiego w gospodarstwie p. M. Chodorowicz.

 


Fot. 8 Z wizytą w gospodarstwie państwa Bobaków.

 

Część wyjazdu studyjnego spędziliśmy na Podhalu, w najwyżej położonej miejscowości w Polsce, w Zębie. Tutaj znajduje się gospodarstwo Pana Bolesława Bobaka. Jest to przykład gospodarstwa, w którym prowadzony jest chów bydła mlecznego oraz owiec. W ramach RHD produkowane są sery. Tradycje wytwarzania prawdziwych serów góralskich są w rodzinie Bobaków kultywowane od wielu pokoleń, dlatego tak wielu klientów docenia oryginalny smak serów białych, wędzonych, bryndzy, bundza czy coraz popularniejszego poza Podhalem korbacza, który kształtem przypomina makaronowe nitki, a historia jego wytwarzania ma ponad dwieście lat.

Fot. 9 Serowarnia, tutaj  powstają przepyszne, ekologiczne sery.

 

 Gospodarstwo otrzymało certyfikat Produkt Lokalny z Małopolski przyznawany przez Fundację Partnerstwo dla Środowiska. Przyznanie certyfikatu jest potwierdzeniem, że w gospodarstwie Państwa Bobaków stosuje się ekologiczne metody hodowli zwierząt oraz zlokalizowane jest ono na terenie Małopolski. Gospodarstwo należy do Małopolskiego Stowarzyszenia Rolników Ekologicznych „Natura”. Rodzina zajmuje się także eko-agroturystyką.

Sery góralskie dostępne są w sprzedaży bezpośredniej, zarówno w gospodarstwie, jak i na miejscowych targowiskach w Zakopanem i Krakowie na Targu Pietruszkowym oraz Targu Produktów Lokalnych.

Kolejny punkt programu to wizyta w Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego w Zakopanem. Podczas spaceru edukacyjnego po ośrodku pierwszym punktem zwiedzania była  największa w Polsce makieta Tatr – prezentacji, która jest na niej wyświetlana, towarzyszył komentarz lektora. Kolejnym etapem spaceru była projekcja  filmu oraz bardzo realistyczne dioramy, czyli trójwymiarowe makiety przedstawiające łąkę i las oraz wpływ człowieka na tatrzańskie ekosystemy. Zdobyliśmy wiedzę na temat walorów przyrodniczych TPN i sposobów ich ochrony. Swobodne przemieszczanie się zwierząt  ma ogromne znaczenie dla zachowania bioróżnorodności obszarów chronionych. Bogactwu roślinności odpowiada bogactwo krajobrazowe. TPN otacza obszar otuliny, na którym dozwolone są niektóre formy działalności rolniczej i gospodarczej. Pewne przejawy tradycyjnej gospodarki rolnej (wypas owiec, koszenie traw) dozwolone są nawet na obszarach pod ścisłą ochroną, co jest o tyle uzasadnione, że działalność taka ma tu wielowiekową tradycję, a zaprzestanie jej może spowodować drastyczne zmiany w ekosystemie. Ekologiczne gospodarstwa z całą pewnością korzystnie wpisują się w ochronę  różnorodności biologicznej tego regionu.

Przedostatni dzień pobytu w pięknych stronach województwa małopolskiego spędziliśmy poznając asortyment i specyfikę powstawania ekologicznych soków w tłoczni soków Maurera.

Fot. 10 Ekologiczne soki z tłoczni soków Maurera

Z uwagi na formę tworzenia – są to produkty tłoczone bezpośrednio ze świeżych owoców, warzyw oraz ziół. Co istotne, wszystkie składniki, z których wykonywane są soki ekologiczne pochodzą z certyfikowanych upraw ekologicznych, a więc wolnych do chemii, pestycydów i wszystkich innych, niekorzystnych dla ludzkiego zdrowia substancji. W każdym przypadku są to soki bez dodatku cukru, zawierające jedynie cukier naturalnie występujący w warzywach i owocach.

W bogatej ofercie znajdują się soki ekologiczne dostępne zarówno w kartonach, jak również i butelkach o różnych rozmiarach. Wśród składników, z których tłoczone są soki, znaleźć można m.in. truskawki, jabłka, gruszki, śliwki, maliny, czarną porzeczkę, marchew, buraczki, rabarbar, pokrzywę, kwiat czarnego bzu, miętę oraz wiele innych. Mieliśmy okazję delektować się smakiem tych wyjątkowych produktów.

Na zakończenie pobytu w Małopolsce odwiedziliśmy ekologiczne gospodarstwo koziarskie pani Agnieszki Libury w Kobylcu, gmina Łapanów. Jest to bardzo ciekawe gospodarstwo ekologiczne, którego właścicielka wręcz zaraża entuzjazmem i radością życia. Z ogromnym zainteresowaniem wysłuchaliśmy historii powstania tego miejsca. Gospodarstwo o pow. 10 ha stanowią: sad aroniowy, ogród warzywny, łąki, pastwiska i las. Prowadzi hodowlę zachowawczą kóz karpackich. Obecnie jest ich 60 sztuk. Na bieżąco współpracuje Instytutem Ochrony Zasobów Genetycznych, pracując nad zachowaniem i odnową starej, polskiej rasy kóz karpackich. Zwierzęta biorą udział w wystawach i są protoplastami kolejnych stad w Polsce. Z mleka tej rasy powstają sery, a z mięsa wędliny i potrawy dla domowników, pracowników oraz gości. Kuchnia bazuje na produktach ekologicznych z własnego gospodarstwa. Przetwórstwo odbywa się w ramach RHD. Oprócz kóz w gospodarstwie hoduje się króliki na mięso dla pacjentów onkologicznych.

 


Fot.11 Zachowawcza rasa kóz karpackich w Kobylcu.

Dodatkowo w gospodarstwie prowadzona jest działalność  agroturystyczna – całoroczne domki na drzewach/ leśne obserwatoria. Pani Agnieszka kocha naturę i tworzy niepowtarzalny smak i klimat w swoim  gospodarstwie. Rolnicy mieli możliwość zobaczyć, że  w jednym gospodarstwie, że rolnik może prowadzić różne działalności pozarolnicze tj. RHD, agroturystyka, zagroda edukacyjna. Jest to przykład innowacyjnego gospodarstwa z ofertą przygotowaną pod wymagającego klienta. Z żalem opuściliśmy Kozi Stok, by udać się w drogę powrotną do domu.

 Wyjazd studyjny rolników z naszego województwa pozwolił znaleźć odpowiedzi na pytania zadawane zarówno przez rolników, którzy dopiero rozważają przestawianie gospodarstw na ekologiczny system produkcji, rolników w okresie konwersji oraz rolników ekologicznych z wieloletnim doświadczeniem. Poznaliśmy ciekawe gospodarstwa i przetwórnie regionu Małopolski. Odwiedzone gospodarstwa pokazały, że przetwórstwo surowców z własnego gospodarstwa daje szansę na rozwój, co przekłada się na zadowalający efekt i stabilność finansową. Inicjatywa współpracy z innymi rolnikami ekologicznymi, ułatwia podejmowanie nowych przedsięwzięć i usprawnia funkcjonowanie gospodarstw. Zdobyta wiedza, poznane dobre praktyki i innowacyjne rozwiązania będą inspiracją do dalszych działań, podejmowania nowych wyzwań i inicjatyw. W przyszłości przyczynią się do rozwoju gospodarstw ekologicznych i przetwórstwa w województwie kujawsko-pomorskim.

 

 

Tekst: Karina Wroniecka KPODR Minikowo Oddział w Przysieku
Fot. Agnieszka Dobosz-Idzik

2. Świat bez bzykania

Miód, płynne złoto, nektar bogów. Wiedzieli o tym już nasi przodkowie. Ludzie żywili się miodem od niepamiętnych czasów, początkowo wyłącznie od dzikich pszczół. Aby mieć stały dostęp do jego zasobów nasi pradziadowie „oswoili” pszczoły i nauczyli się je hodować. Już starożytni Egipcjanie doceniali miód i przede wszystkim jego producentów, czyli pszczoły. Owady te uważano za ożywione łzy boga słońca Ra, a sam miód mogli spożywać tylko najwięksi dostojnicy. Pierwsze ślady pszczelarstwa z ziem polskich pochodzą sprzed 2 tys. lat. W XVI i XVII wieku Polska barcią stała. Przysłowie „kraina miodem i mlekiem płynąca” nie odnosiło się do żadnego mitycznego kraju, a właśnie do Polski. I to dosłownie! Byliśmy w tym czasie prawdziwą potęgą jeśli chodzi o handel miodem, zarówno w kraju jaki za granicą. Bartnictwo było ważniejszą gałęzią ówczesnej gospodarki niż łowiectwo czy handel drewnem. I tak zostało do dziś!

Litrowy słoik miodu rzepakowego kosztuje ok. 35 złotych. Wartość całego wyeksportowanego przez Polskę miodu tylko w 2014 roku wyniosła ok. 50 mln dolarów. Sporo! Ale czy ktoś zastanawiał się kiedyś ile kosztuje praca samych zapylaczy, tych drobnych owadów, pszczół, trzmieli, motyli, bez której miodu by nie było? Cena rodziny trzmieli do „obsługi” ok. 25 arów ogrodu kosztuje dzisiaj ok. 120–160 złotych. Łatwo sobie wyliczyć jaki to koszt, kiedy ktoś posiada hektary upraw wymagających pracy zapylaczy. Dopiero kiedy musimy zapłacić za zapylanie, zaczynamy uświadamiać sobie wartość usług, jakie zapewniają nam zapylacze. Chyba jako pierwsi zrozumieli to Chińczycy.

W 1958 roku, chiński przywódca komunistyczny Mao Zedong, w ramach tzw. Wielkiego Skoku Naprzód, nakazał zniszczyć wszelkie tradycyjne maszyny i narzędzia rolnicze. W efekcie załamała się cała produkcja rolna. Propaganda Mao obwiniła za to Wróble i Mazurki, które miały zjadać plony. Wódz kazał więc swojemu ludowi zabić wszystkich rzekomych winowajców. A ponieważ ptaków było mniej niż prześladujących je obywateli – stało się! Razem z Wróblami eksterminowano wiele innych, drobnych ptaków. Nic dziwnego, że już następnego roku chińskie uprawy zostały pochłonięte przez różne szarańczaki, które pozbawione naturalnej kontroli, mnożyły się bez ograniczeń. W wielkim kraju zapanowała trzyletnia klęska głodu, która zabiła ponad 30 milionów ludzi – głównie na chińskiej wsi. Co zrobili ludowi przywódcy? Postanowili „uregulować” problem żarłocznych owadów przy pomocy środków owadobójczych… Mimo że od tamtych wydarzeń upłynęło ponad pół wieku, do dziś w niektórych regionach Chińczycy zapylają ręcznie kwiaty w sadach i na warzywnych plantacjach przy pomocy pędzelków. Robią to, co kiedyś robiły pszczoły, trzmiele i inne błonkówki – zanim wymarły w wyniku tamtej akcji. Zużycie pestycydów było wtedy tak duże, że ich pozostałości wciąż są obecne w środowisku, co w wielu miejscach uniemożliwia powrót owadów.

Albert Einstein kiedyś powiedział „Kiedy wyginą pszczoły, rodzajowi ludzkiemu pozostaną 4 lata”. Czy ta katastroficzna wizja kiedyś się spełni? Każde dziecko wie, że pszczoły zapylają rośliny, które są podstawą ziemskiego ekosystemu. Nie trzeba więc nikomu tłumaczyć, że przewidywania tego słynnego noblisty, są jak najbardziej słuszne. Bez pszczół i innych zapylających owadów (m.in. trzmieli i motyli) po prostu zabraknie jabłek, gruszek, śliwek i wielu, wielu innych owoców, warzyw oraz wszelkich roślin lub ich przetworów od niepamiętnych czasów obecnych na naszych stołach. Produkcja 90% owoców i aż 1/3 pozostałej żywności zależy od zapylaczy. Aż 87 głównych roślin uprawnych jest zapylanych przez pszczoły, trzmiele i ich kuzynów. Bez ich usług umarlibyśmy z głodu. Okazuje się, że wiatr to za mało! Rośliny potrzebują usług tych pracowitych zwierzątek. Gdy zacznie ich brakować, ludzkość stanie w obliczu globalnej klęski głodu. Co prawda już dzisiaj w niektórych rejonach globu ludzie głodują, ale jest to efektem nierównej dystrybucji żywności. Bo, gdy miliony mieszkańców afrykańskiego Sahelu (strefa na południe od Sahary) przymierają głodem, miliony ton żywności ląduje na śmietnikach w krajach bogatej północy (Europa i Ameryka). Coraz częściej klęski głodu wywołane są też dewastacją środowiska. Zatrucie, wyjałowienie, erozja i pustynnienie w wyniku zbyt intensywnego i nieumiejętnego gospodarowania ziemią, stają się typowym widokiem dla coraz większych obszarów Afryki, a także Azji i Ameryki Południowej.

 

W Polsce występuje ponad 470 różnych gatunków pszczołowatych (w tym pszczoły i trzmiele), ale aż 222 znajduje się w „Czerwonej Księdze Gatunków Zagrożonych” (wyginięciem). Szacuje się, że tylko u nas w każdej sekundzie ginie… 105 pszczół miodnych. Przyczyną najczęstszych ostrych zatruć rodzin pszczelich w Polsce są opryski pól rzepaku! Coraz więcej pszczelarzy kontrolując swoje ule, nie znajduje w nich pszczół w ogóle, albo zaledwie kilkadziesiąt lub kilkanaście. Z tego względu zjawisko to nazwano „syndromem pustego ula”. Przyczyną tego stanu są niszczenie siedlisk i naturalnych lub tradycyjnych rolniczych krajobrazów, intensyfikacja i chemizacja rolnictwa, zanik miedz i innych półnaturalnych siedlisk z łanami kwitnących kwiatów, zanikanie kwietnych ogrodów, upraw roślin motylkowych, kolizje z samochodami (w przypadku trzmieli!) czy wiosenne wypalanie traw, tworzenie wielkopowierzchniowych upraw, zbyt intensywna eksploatacja i uprzemysłowienie pasiek, choroby i pasożyty, dla których osłabione i pozbawione naturalnej ochrony pszczoły są łatwym celem. W USA w latach 2012–2013 pszczelarze stracili ok. 45% swoich kolonii. W 2013 roku wyginęła tam niemal 1/3 pszczelich rodzin. W innych krajach, w tym w Europie, sytuacja wygląda podobnie. Trend ten dociera do Polski. Tylko w trakcie zimy 2014/2015 zginęło u nas ponad 230 tys. rodzin pszczelich! Wizja Einsteina wydaje się być coraz bliższa.

Co zrobić, aby uratować pszczoły i trzmiele? Po pierwsze dbać o krajobraz polskiej wsi, ten sprzed lat, gdzie pola były poprzecinane miedzami, łąki pyszniły się kwiatami, swoje miejsce na polu miały zarówno uprawy, jak i towarzyszące im chwasty, wzdłuż polnych dróg rosły cieniste aleje lip, w każdym zagłębieniu tworzyły się oczka wodne, a przed domami wyrastały wspaniale, wielobarwne ogrody. Postęp i intensyfikacja są nieuniknione. Jednak nie może to być wyłącznie ślepe dążenie do celu. Warto się na chwilę zatrzymać i przypomnieć sobie o naszych związkach i korzeniach, o tym skąd pochodzimy i gdzie wyrośliśmy. Dlatego nie zapominajmy o naszych mniejszych braciach pszczołach, trzmielach i innych zapylaczach. Szpaler lip posadzonych koło domu, pozostawiony na miedzy głóg, wiciokrzew, dąbrówka, dyptam, miodunka, nostrzyk, szałwia i trędownik w ogrodzie, to tak niewiele dla człowieka, ale cały świat dla zapylaczy. Ograniczenie chemii, przynajmniej w najbliższym sąsiedztwie ula, niech przyroda rządzi się tam sama. Chwasty, tak niepożądane przez nas, mogą stanowić źródło bezcennego nektaru dla pszczół.

Pszczoły żyją na świecie dłużej niż człowiek. Ich historia jest długa, a rola ogromna. Świat nie byłby taki sam bez pszczół i innych zapylaczy. Nasze śniadania byłyby uboższe nie tylko o miód. Brak pszczół to ryzyko głodu na świecie. Warto wiedzieć, co dla nas robią i dbać o to, żeby żyło im się z nami dobrze i długo.

Nie popełniajmy błędów Chińczyków, aby miód nie stał się towarem deficytowym, bezcennym wspomnieniem, słodkiej przeszłości.

Adam Zbyryt

fot: Paweł Sidło

 

 

 

1. Prawdziwy ogród

Czy ktoś z nas jeszcze pamięta jak wyglądały kiedyś wiejskie ogrody? Ile w nich było kolorów, zapachów i kwiatów… Wśród nich uwijały się motyle, pszczoły i trzmiele. Ten sielankowy obraz dopełniały swoim świergotem ruchliwe ptaków.

 

Ogrody tradycyjnie były ważnym elementem krajobrazu polskiej wsi. Mieliśmy nawet swój ogrodowy styl zwany szlacheckim, który przypominał słynny styl angielski, a którego główne założenia to naśladowanie natury i harmonia z otaczającym krajobrazem. Parki i ogrody otaczające szlacheckie dwory były też źródłem inspiracji dla przydomowych ogródków i bramą, przez którą wnikały nowe odmiany i pomysły. Ukwiecone wiejskie ogrody określały statut gospodarza. Ogrody różniły się od siebie. Były przedmiotem podziwu oraz dumą gospodarzy i być może przede wszystkim gospodyń. Ale wszystkie je łączyła wspólna cecha – różnorodność! Im więcej, im bardziej kolorowo, tym lepiej! Kwiaty dzikie, takie jak kośćce, konwalie czy barwinki mieszały się z typowymi roślinami ogrodowymi, takimi jak malwy, floksy, piwonie, czy liliowce. Nie brakowało też ziół oraz krzewów, które zapewniały ogrodowi urozmaiconą strukturę. Najbardziej popularne to m.in. forsycje, śnieguliczki, bukszpany, bzy, jaśminowce i oczywiście róże. (Zwykle krzaczaste i bardzo pachnące odmiany, które dzisiaj nazywa się historycznymi.)

Każdy szanujący się ogród miał też swojego opiekuna – drzewo. Najczęściej były to stare lipy, wiązy, kasztanowce, a czasami drzewa owocowe lub żywotniki. (Dlaczego nie sosny czy modrzewie? Drzewa iglaste zakwaszają glebę i w ten sposób zubożają nasz ogród.) W upalne dni rozłożyste korony dawały cień, stanowiły żywe piorunochrony, a niektóre, takie jak lipy, cenny nektar dla pszczół. To jednak nie wszystko! Okazuje się, że wydzielane przez drzewa fitohormony pozytywnie wpływają na nasze zdrowie i samopoczucie. To nie żart i żadne zabobony. Współczesna nauka dowiodła, że ludzie przebywający w pobliżu drzew są zdrowsi i odporniejsi. Rzadziej dopadają ich bóle głowy czy stany depresyjne. Do tego wśród konarów drzew żyją ptaki, których śpiew działa na nas podobnie jak fitohormony! W tradycyjnych ogrodach z drzewami swoje gniazda chętnie wiły kolorowe Szczygły, Dzwońce czy piękne Wilgi. Warto więc nie wycinać (wszystkich) drzew wokół domu. Jeśli już jednak to zrobiliśmy, to szybko posadźmy nowe. Chociażby z myślą o naszych dzieciach i wnukach.

Kiedyś przydomowe sady i ogrody wiosną i latem były centrum życia rodzinnego i towarzyskiego. W niektórych regionach Polski popularne były ławeczki wystawiane przed ogrodem od strony głównej drogi. Ludzie żyli wtedy bliżej przyrody – i siebie. Dzisiaj symbolem sukcesu są betonowa kostka oraz trawnik z metra obsadzony tujami i podlewany sporą ilością chemii, która jednemu pomaga, a drugiemu szkodzi. Nic dziwnego, że tak mało czasu spędzamy w naszych odgrodach. Nudno tam, a do tego można się podtruć. (To nie żart!) Wszystkie wyglądają tak samo i nie mają nic wspólnego z naturą. Są dokładnym zaprzeczeniem naszych tradycji i najlepszych światowych wzorców.

A gdyby tak wrócić do dobrych tradycji i sprawić aby nasze przydomowe ogrody znowu zakwitły i żeby wróciło do nich życie? Nic prostszego! Oto kilka praktycznych porad i zasad ogrodów przyjaznych ludziom, przyrodzie i naszej tradycji:

Po pierwsze: Osadź swój ogród w lokalnym krajobrazie i tradycji.

W naszej opinii mało jest tak nieprzystających widoków, jak rozległe, betonowe skalniaki, pełne tzw. iglaków, które w górach może i mogłyby wyglądać naturalnie, ale na nizinach, czy w północnej Polsce mają się jak przysłowiowa pięść do nosa. Nie wpuszczaj do swojego ogrodu chemii, betonu, kolorowanej kory, lastryko, krawężników wokół każdej rośliny, plastykowych instalacji, krasnali i wygibasów ze starych opon samochodowych, rzędów tui i większości… polskich projektantów zieleni. Ci traktują ogród jak plac budowy albo laboratorium chemii gospodarczej. Efekt końcowy bardziej przypomina muzeum pełne martwych, kanciastych eksponatów, niż miejsce relaksu i kontaktu z Naturą. Do tego może być niebezpieczny dla naszego zdrowia.

Po drugie: Naśladuj Matkę Naturę.

Do swojego ogrodu wybieraj rośliny rodzime lub od dawna obecne w polskich ogrodach. One są lepiej dostosowane do naszych warunków klimatycznych i glebowych oraz lepiej radzą sobie z chorobami. Sprowadzane z zagranicy nowe, chwilowo modne odmiany, zwykle gorzej znoszą nasze surowe zimy (i niestety coraz częstsze wiosenne lub letnie susze), wymagają specjalnej ochrony i zabiegów oraz dużych nakładów pracy i pieniędzy. Stawiaj na rośliny dobrze rosnące w naszym klimacie i łatwe w utrzymaniu. Przyjrzyjmy się uważnie roślinom, które zwykle uważamy za chwasty. W łanie z typowymi roślinami ogrodowymi mogą być prawdziwą ozdobą Twojego ogrodu lub służyć chociażby jako oparcie dla sąsiadów. Więcej! Okazuje się, że niektóre „chwasty” stymulują rośliny ogrodowe (oraz uprawne) do szybszego wzrostu lub chronią je przed tzw. szkodnikami. Świetnie do tego nadają się m.in. dzikie czosnki, mięty czy piołuny. Odstraszają wielu nieproszonych gości, takich jak mszyce, meszki, niektóre gąsienice czy ślimaki. Lepiej współpracować z Naturą, niż ciągle z nią walczyć. Zanim więc wyrwiemy kolejny „chwast”, poobserwujmy go i zastanówmy się czy nie przydałyby się w naszym ogrodzie.

Po trzecie: Niech żyje różnorodność!

…Odmian i gatunków, jakie posadzimy w naszym ogrodzie. Ich funkcji – niektóre rośliny będziemy trzymać dla ich pięknych kwiatów, inne dla dekoracyjnych liści, a jeszcze inne dla nektaru lub owoców albo dlatego, że świetnie odstraszają mszyce czy inne ogrodowe szkodniki. Struktury, czyli wielopiętrowości nasadzeń. Terminów kwitnienia oraz barw. Taka różnorodność nie tylko będzie cieszyć nasze oczy i zmysły, ale będzie też zaproszeniem dla motyli, pszczół i innych zapylaczy. Dla biedronek i innych owadów owadożernych czyli takich, które zjadają mszyce lub inne owady szkodzące naszym roślinom. W różnorodnym ogrodzie pojawią się też ptaki, które dopilnują, żeby nie spustoszyły go gąsienice oraz być może żaby, które ochronią go przed ślimakami. Różnorodny ogród jest nie tylko piękniejszy, ale też zdrowszy, samowystarczalny i znacznie bardziej odporny na ataki tzw. szkodników i chwastów, a także na choroby i przesuszenie. Dzięki temu jest tańszy i mniej pracochłonny w utrzymaniu.

Po czwarte: Zaufaj swojemu ogrodowi i współpracuj z nim.

Ogród jest jak wino (albo nalewka)! Duży czy mały, każdy potrzebuje czasu – żeby nabrać ciała i charakteru oraz stworzyć swój własny mikroklimat. Pozwól mu dojrzewać! Pozostaw mu trochę wolnej woli. Pozwól roślinom się rozsiewać i kolonizować przestrzeń w ogrodzie. Po około trzech sezonach zaczniesz rozumieć swój ogród. Najpierw obserwuj co się dzieje, potem kontroluj. Wspieraj go, ale nie interweniuj zbyt często. Okaż swojemu ogrodowi serce i cierpliwość. Postaw na synergię.

Po piąte: Nie przepracowuj się w swoim ogrodzie!

Ktoś kiedyś powiedział „Nie można kwiatu rozwinąć mocnymi palcami”. Święte słowa! Prawdziwy ogród potrzebuje naszej opieki, ale nie lubi ciągłej ingerencji – ciągłego kopania, grabienia, przesadzania, przycinania, palenia i broń Boże trucia… Generalna zasada jest taka, że najwięcej pracy poświęcamy mu wiosną. Z biegiem sezonu coraz mniej, a jesienią prawie wcale! W przyjaznym ogrodzie większość liści, łodyg i przynajmniej część dojrzałych kwiatostanów zostawiamy na zimę. Zapewnią one nasiona do samosiewu (stąd pochodzą zwykle najzdrowsze i najsilniejsze okazy w naszym ogrodzie!) i lepsze zimowanie naszym roślinom, a także schronienie dla owadów, pokarm dla ptaków (nasiona i owady) oraz próchnicę i cenny nawóz. Mówiąc o obumierających na ziemi liściach nie możemy pominąć dżdżownic – ich wielkich amatorów – które są jednymi z najważniejszych sprzymierzeńców ogrodników. W ogrodzie, tak jak w całej Przyrodzie, martwe jest nie tylko dobre, ale i potrzebne. Jeśli już koniecznie musisz coś usunąć – nie pal i nie wyrzucaj, lecz odkładaj na kompost. Dzięki temu będziesz mieć zdrowy i darmowy nawóz do Twojego ogrodu.

Po szóste: Zaplanuj swój ogród – najważniejsze są struktura i barwy.

Różne rośliny ogrodowe bardzo różnią się wysokością, pokrojem, formą, fakturą, tempem wzrostu i oczywiście barwą – kwiatów, liści, łodyg…. Musisz wziąć to pod uwagę planując swój ogród. Dobrze zaplanowany ogród, to taki który ma różnorodną strukturę. Innymi słowy rozciąga się na wszystkich „piętrach” – od niskich, zwykle płożących się roślin w runie, aż po krzewy i drzewo (drzewa), bez których każdy ogród będzie wyglądać płasko. Planując nasadzenia musisz też wziąć pod uwagę wymagania Twoich roślin jeśli chodzi o ilość światła-cienia oraz rodzaj gleby i jej uwilgotnienie. Pamiętaj też, że niektóre rośliny źle znoszą swoje sąsiedztwo. I tak, na przykład, narcyzy i żonkile wyginą jeśli posadzisz je obok tulipanów. Ale zarówno tulipany jak i narcyzy czy czosnki świetnie „dogadują się” z różami.

Tylko od Ciebie zależy, jakie kolory i w jakich sezonach będą „malować” Twój ogród. My zachęcamy, aby utrzymać w nim barwę przewodnią – najlepiej we wszystkich możliwych odcieniach i kształtach (kwiatów lub liści). Podpowiadamy też, że ogród będzie się lepiej prezentować, jeśli zadbamy o łagodne i stopniowe, raczej niż nagłe i kontrastowe przejścia od jednej wiązki kolorów do drugiej. A sadząc rośliny obok siebie warto trzymać się pewnej zasady kolorystycznej: barwy niebieskie ustawiamy po sąsiedzku z zieleniami (i bielą), te z żółciami, które stopniowo przechodzą w pomarańcze, które z kolei zmieniają się w kierunku czerwieni, która to w końcu ciemnieje i przechodzi w róże, purpury i fiolety, które znowu zamieniają się w tonacje ciemnoniebieskie, które stopniowo będą przechodziły w zielenie. Wreszcie, planując ogród, pamiętajmy o wszystkich podanych tutaj zasadach. Dzięki nim nasz ogród stanie się nie tylko przyjazny i różnorodny, ale i wyjątkowy. Niech sąsiedzi podziwiają! (I niech się uczą i inspirują…)  

I jeszcze jedno: Podzielmy się naszym ogrodem!

Z pszczołami, motylami, trzmielami, ptakami… Przecież nie jesteśmy sami na Ziemi.  Sadźmy w naszym ogrodzie rośliny nektarodajne/miododajne np. chabry, lawendy, wielosiły i owocodajne, np. berberysy, rokitniki, irgi (pszczoły również kochają ich kwiaty). Wywieśmy budkę dla ptaków, zbudujmy hotel dla owadów lub zostawmy gdzieś wiązkę chrustu. Załóżmy oczko wodne i kompostownik. Zimą pamiętajmy o dokarmianiu ptaków… Obliczono, że przeciętny angielski ogród jest domem dla ok. 3 500 000 gatunków najróżniejszych stworzeń! Ciekawe ile życia jest w naszych współczesnych, betonowych ogrodach? Tymczasem prawdziwy ogród, to najlepsze miejsce na odpoczynek i kontakt z Przyrodą i z ludźmi. Pamiętajmy więc o wygodnej ławce albo fotelach – dla siebie, dla rodziny i gości.

Jacek Karczewski
Adam Zbyryt

 

Jeśli chcesz założyć lub zmienić ogród na bardziej przyjazny i kolorowy i poszukujesz porad lub inspiracji, odwiedź nasze strony lub skontaktuj się z nami:

www.bukietzpol.pl, www.ptakipolskie.pl, www.facebook.com/ptakipolskie