DEBATA „Rolnictwo dziś i jutro”

W sobotę, 4 lipca 2026 roku, Centrum Transferu Wiedzy i Innowacji im. Leona Janty-Połczyńskiego w Minikowie stało się areną jednej z najbardziej ożywionych dyskusji o przyszłości polskiego sektora agro w ostatnich latach. Debata zatytułowana „Rolnictwo dziś i jutro – Rolnictwo odporne na kryzysy: optymalizacja zarządzania poprzez precyzyjne technologie, rolnictwo regeneratywne i niezależność energetyczną” zgromadziła wybitnych ekspertów, naukowców, decydentów politycznych oraz praktyków. Wydarzenie, moderowane przez Joannę Sikorę z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, przyniosło twardą, pozbawioną złudzeń diagnozę ekonomiczną, ale też nakreśliło konkretne ścieżki ratunku dla gospodarstw.

W panelu dyskusyjnym zasiedli: Cezary Wincenciak (twórca platformy edukacyjnej „Hektar Wiedzy”), Wojciech Styburski (prezes zarządu Agro Integracja sp. z o.o.), dr hab. Wawrzyniec Czubak (profesor Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu) oraz Marcin Bereźnicki (rolnik, hodowca bydła i producent mleka). W końcowej fazie dyskusji głos zabrał również gość specjalny – senator RP Ryszard Bober.

Anatomia kryzysu: Czy to tylko chrypka, czy zmiana epoki?

Debatę otworzyło fundamentalne pytanie o naturę obecnego kryzysu na wsi. Prowadząca Joanna Sikora poprosiła o wskazanie symptomów, po których rolnicy jednoznacznie rozpoznają dekoniunkturę. Marcin Bereźnicki wskazał na powszechne, głębokie niezadowolenie z cen sprzedaży płodów rolnych. „Tak naprawdę tąpnięcie dotyczy wszystkiego: zbóż, warzyw, a teraz mleka. Ceny wołowiny, choć rynek miał być mocno zachwiany przez Mercosur, na razie się bronią, ale i tak spadły o około 15%. Dzisiaj rolnicy stoją przed dylematem: czym się zajmować, żeby w ogóle zarobić pieniądze?” – diagnozował hodowca.

Zdecydowanie ostrzej sytuację ocenił Cezary Wincenciak. Jego zdaniem skala zjawiska wykracza poza ramy klasycznej sinusoidy koniunkturalnej. „To nie jest chwilowa chrypka, to brutalny efekt globalizacji gospodarczej, która po ponad 20 latach od wejścia Polski do UE uderza w nas z pełną siłą” – ostrzegał twórca „Hektara Wiedzy”. Zwrócił uwagę, że na poziomie rentowności produkcji pszenicy polscy rolnicy właśnie docierają do dna, z którym farmerzy w Kanadzie czy USA mierzą się od dwóch lat, godząc się na stałą dwuzawodowość. „Globalizacja mówi jedno: nie interesują nas wasze koszty, macie mieć ceny podobne do reszty świata. Ten brutalny proces wyrównywania cen w przestrzeni całego globu potrwa przez najbliższe 2–3 lata. Im szybciej się ockniemy i dostrzeżemy skalę zagrożenia, tym szybciej podejmiemy stosowne działania” – akcentował Wincenciak.

W obronie globalnych procesów integracyjnych stanął prof. Wawrzyniec Czubak, który zaproponował ekonomiczne zbalansowanie tej perspektywy. Zauważył, że choć kryzysy są immanentną cechą życia gospodarczego i nie sposób ich precyzyjnie przewidzieć, to integracja międzynarodowa otworzyła przed Polską bezprecedensowe rynki zbytu. „Nie żyjmy w ułudzie, że w Europie możemy się zamknąć przed światem, przed Ukrainą, Indiami czy Mercosurem” – mówił prof. Czubak. Przypomniał, że przed akcesją do UE polski eksport rolny wynosił zaledwie 3,5 miliarda euro, podczas gdy obecnie zbliża się do poziomu 60 miliardów euro. „Dzisiaj eksportujemy aż 40% wartości produktów wytworzonych w krajowym sektorze rolno-żywnościowym. Gdybyśmy pozostali na rynku wewnętrznym, nasze rolnictwo mogłoby się rozwinąć o maksymalnie 30%. Wygraliśmy na małej integracji europejskiej, teraz czas zmierzyć się z dużą integracją globalną. Szukajmy szans tam, gdzie jesteśmy silni – w wysokiej jakości produkcji i budowaniu silnej marki 'żywności z Polski' na świecie” – postulował poznański naukowiec.

Z tą oceną polemizował Cezary Wincenciak, dowodząc, że kryzysy w rolnictwie są policzalne i przewidywalne. Przypomniał swoje prognozy sprzed dwóch lat o „ugotowaniu się ze zbożem” oraz te sprzed półtora roku o załamaniu dochodowości buraka cukrowego z powodu europejskich nadwyżek cukru i blokady politycznej dla bioetanolu. „Mamy lipiec, a ja już na podstawie modeli pogodowych widzę, że będziemy mieli kolejny rekordowy uzysk cukru z hektara w skali kraju. Za rok magazyny będą jeszcze bardziej pełne. Sektor rolny jest elastyczny – rolnik nie ma obowiązku produkować wyłącznie surowca do konsumpcji. Musimy holistycznie spojrzeć na rolnictwo: w jednym momencie produkować żywność, w innym energię poprzez biogazownie, a w jeszcze innym surowce przemysłowe, jak skrobia ziemniaczana. Europa subsydiowała rolnictwo, ale świat w tym czasie się zbroił technologicznie, centralizował i obniżał koszty. Staliśmy się najdroższym producentem żywności na świecie i jeśli bronimy się jakością, to konsument musi za tę jakość zapłacić” – mówił Wincenciak.

Filar I: Integracja pionowa i pozioma – spółdzielczość jako tarcza

Wojciech Styburski z Agro Integracji wskazał, że w warunkach globalnej presji rynkowej rolnik indywidualny traci podmiotowość i ma przed sobą tylko dwie alternatywne drogi: model korporacyjny (kontraktowy) lub model spółdzielczy.

  • Model korporacyjny / tucz kontraktowy: Choć daje złudzenie bezpieczeństwa cenowego i pokrycia kosztów, marginalizuje hodowcę. Pozbawia go pełnej marży, a same zasady produkcji dalekie są od założeń zrównoważonego rozwoju i idei rodzinnego gospodarstwa rolnego.
  • Model spółdzielczy (wzorowany na systemie duńskim – Danish Crown): Polega na głębokiej integracji producentów i przetwórców, którzy wspólnie kontrolują łańcuch dostaw – od zakupu surowców, przez energetykę, aż po dystrybucję produktu końcowego. „Dzisiaj mamy do czynienia z kryzysem marżowym. Udział rolnika w marży w modelu korporacyjnym jest marginalny. Szansą na zatrzymanie zysków w kieszeni producenta jest wyłącznie nowoczesna spółdzielczość” – przekonywał Styburski.

Jako dowód na skuteczność tego podejścia, Styburski przedstawił sukces kierowanego przez siebie konsorcjum grup producentów trzody chlewnej, które we współpracy z nauką wdrożyło system tuczu bez antybiotyków i bez GMO, oparty na technologii probiotycznej. „Gdy zaczynaliśmy, fundamentem była obawa: czy ktoś nam za to więcej zapłaci? Dzisiaj największe korporacje nie płacą nam ani grosza więcej za sam fakt braku antybiotyków. Wartość dodaną wygenerowaliśmy sami: poprzez wspólną technologię ograniczyliśmy upadki zwierząt i poprawiliśmy współczynnik wykorzystania paszy (FCR). Przede wszystkim jednak stworzyliśmy masę krytyczną – wspólnie sprzedajemy 13 tysięcy tuczników tygodniowo. Staliśmy się lojalnym, potężnym partnerem dla zakładów mięsnych, wycinając pośredników i zatrzymując marżę handlową w strukturach grup” – tłumaczył Styburski, obalając jednocześnie mit, że produkcja wielkoskalowa musi oznaczać niską jakość.

Ostrzegł również przed nowymi praktykami protekcjonistycznymi na rynku niemieckim (system QS), który wprowadza obowiązek informowania o technologii chowu na każdym kawałku mięsa, co może odciąć polskich producentów od tamtejszego rynku, jeśli szybko nie skonsolidują działań jako integratorzy.

Konieczność konsolidacji potwierdził Marcin Bereźnicki, podając przykład własnej grupy producentów mleka. „Stworzyliśmy grupę ośmiu rolników, bo przepisy ograniczały liczbę członków. Produkujemy wspólnie blisko dwa auta mleka dziennie. Jednak dzisiaj, by być realnym partnerem negocjacyjnym w rozmowach z dużymi spółdzielniami mleczarskimi, potrzeba wolumenu rzędu 20 i więcej aut na dobę. Małe podmioty muszą się łączyć w większe związki spółdzielcze, bo ilość jest dzisiaj głównym argumentem” – mówił hodowca. Zauważył też, że w Polsce spółdzielczość wciąż boryka się z barierą mentalną, kojarząc się starszemu pokoleniu z poprzednią epoką, ale młodzi rolnicy kończący studia podchodzą do tematu czysto biznesowo.

Filar II: Nowoczesne technologie i pułapka utraty suwerenności danych

Drugim kluczowym motywem debaty było zarządzanie gospodarstwem w oparciu o dane i technologie rolnictwa 4.0. Wojciech Styburski zdiagnozował bolesny paradoks polskiej wsi: „Z mojego doświadczenia wynika, że zaledwie 4% rolników zbiera faktyczne dane produkcyjne i potrafi je przekonwertować na wynik ekonomiczny. Mamy ogromny boom na dotacje w ramach Rolnictwa 4.0. Rolnicy piszą wnioski na systemy satelitarne, drony, mapowanie pól, rozsiewacze z funkcją sekcjonowania, a w tym samym gospodarstwie nie ma zrobionych podstawowych prób glebowych! Budujemy bardzo ambitne koncepcje, chcemy lecieć na Księżyc, a nie mamy fundamentów. Podstawą opłacalności jest wiedza agrotechniczna, doradztwo i precyzyjna analiza kosztów”.

Wskazał również na ekonomiczną brutalność liczb w produkcji żywca: aby czteroosobowa rodzina wiejska osiągnęła minimum socjalne, przy obecnej marży netto na poziomie ok. 60 zł na sztuce, rolnik musi sprzedawać 1000 tuczników miesięcznie. Dzięki automatyzacji obsługa takiej fermy zajmuje zaledwie 1,5 godziny dziennie, co wymusza specjalizację i dwuzawodowość.

Z kolei prof. Wawrzyniec Czubak sformułował daleko idące ostrzeżenie dotyczące suwerenności technologicznej. Zwrócił uwagę na to, że nowoczesne aplikacje do zarządzania gospodarstwem, oferowane rolnikom rzekomo „za darmo”, są własnością globalnych koncernów, głównie amerykańskich. „Stawiam odważną tezę: Amerykanie wiedzą dziś o stanie europejskiego i polskiego rolnictwa znacznie więcej niż my sami. Na ich serwery spływają miliony danych o zużyciu nawozów, środkach ochrony roślin i prognozach plonów. W zamian rolnik dostaje 3–4 SMS-y z zaleceniami, ale w skali makro te dane służą globalnej spekulacji rynkowej i budowaniu modeli przewagi informacyjnej. Musimy nazywać rzeczy po imieniu: to jest wywiad gospodarczy” – ostrzegał prof. Czubak. Przytoczył też badania poznańskiego uniwersytetu, z których wynika, że zaawansowane technologie cyfrowe zaczynają realnie amortyzować się i przynosić zwrot ekonomiczny dopiero w gospodarstwach o powierzchni powyżej 60–80 hektarów.

Filar III: Miliardy ukryte w glebie i rolnictwo jako zdrowie publiczne

Cezary Wincenciak przedstawił porażające wyliczenia dotyczące strat wynikających z zaniedbań agrotechnicznych. Opierając się na danych z ponad 282 tysięcy planów nawozowych, które jego system wygenerował w ciągu ostatnich dwóch lat, wskazał, że aż 79% gleb w Polsce jest zakwaszonych, a 92% rolników nie prowadzi żadnego bilansu nawozowego. „Przez brak przyswajalności składników pokarmowych w kwaśnej ziemi polscy rolnicy tracą bezpowrotnie 1 miliard 200 milionów złotych rocznie! W perspektywie 40 lat, przy stałym wariancie cenowym, daje to astronomiczną kwotę 50 miliardów złotych strat w kapitałe narodowym. Jeśli doliczymy do tego spadek humusu, koszty chorób odglebowych i podatność na patogeny, mówimy o 3,2 miliarda złotych wyrzucanych co roku w błoto. To są realne pieniądze do podniesienia z pola w trudnych czasach kryzysu. Pierwszą rekomendacją nie jest drogi ciągnik, ale wapnowanie i odbudowa próchnicy poprzez praktyki rolnictwa regeneratywnego” – apelował agronom.

Wincenciak rzucił też wyzwanie unijnej i krajowej polityce rolnej, postulując powiązanie ekonomii rolnictwa ze zdrowiem publicznym. „85% zdrowia populacji zależy od tego, co jemy. Europejskie społeczeństwo się starzeje, przyrost naturalny drastycznie spada. Jeśli będziemy stawiać wyłącznie na masową ilość żywności średniej jakości, to za 20 lat koszty leczenia farmakologicznego i składki zdrowotne zniszczą nasz system budżetowy. Rolnictwo musi być postrzegane jako producent zdrowia publicznego. Edukujmy konsumenta, by kupił trzy plasterki szynki najwyższej jakości zamiast dziesięciu gorszej, napakowanej chemią przemysłową” – dowodził.

Prof. Czubak częściowo poparł tę wizję, choć zdjął odium winy z samych rolników. Zauważył, że skala incydentów z pozostałościami antybiotyków czy pestycydów na poziomie gospodarstw jest znikoma w porównaniu do technologii wydajnościowych stosowanych w przemyśle przetwórczym, gdzie „z jednego kilograma mięsa potrafi się wyprodukować trzy kilogramy szynki”. Profesor podkreślił również drastyczną polaryzację dochodową na wsi, wskazując, że w najgorszym położeniu ekonomicznym nie są małe gospodarstwa (które mogą uciec w niszę i handel bezpośredni) ani wielkie agroholdingi (wykorzystujące efekt skali), ale gospodarstwa średnie. „Tam często dzieci zamiast uczyć się czy podróżować, pracują fizycznie w zastępstwie maszyn, na które gospodarstwa nie stać, a generowany dochód nie zapewnia godziwego startu życiowego” – mówił prof. Czubak.

Głos decydentów: Senator Ryszard Bober o realiach politycznych i ubezpieczeniach

Zaproszony do podsumowania senator Ryszard Bober, sam będący czynnym rolnikiem, odniósł się bezpośrednio do postulatów panelistów oraz globalnych uwarunkowań geopolitycznych. „Jesteśmy poniekąd zakładnikami własnego sukcesu. Podwoiliśmy eksport od czasu wejścia do Unii, gonimy za wydajnością z hektara i sztuki, ale ta debata pokazuje, że to ślepy zaułek. Musimy dywersyfikować dochody” – podkreślił senator.

Nawiązując do kryzysu energetycznego i biogazowni, Bober poparł historyczną analogię, wedle której dawniej gospodarstwa przeznaczały nawet 30% arealu na paszę dla koni, będących ówczesnym źródłem energii pociągowej. „Nie bójmy się tego, że dziś część powierzchni trafi na cele energetyczne. Najbardziej efektywny jest biometan. Pracujemy nad podniesieniem progu dla biogazowni do 1 MW bez skomplikowanych procedur. Niestety, borykamy się z oporem społecznym (syndrom NIMBY – 'budujcie, ale daleko ode mnie') oraz z 'potworkiem legislacyjnym', jakim stały się plany ogólne zagospodarowania gmin, które zablokowały rozwój inwestycji inwentarskich i biogazowych na wsi” – tłumaczył polityk.

Senator przedstawił również kluczowe informacje legislacyjne i budżetowe:

  1. Obowiązkowe ubezpieczenia upraw od wszystkich ryzyk: Ministerstwo prowadzi zaawansowane prace nad stworzeniem powszechnego systemu ubezpieczeń wzorowanego na samochodowym OC. Dzięki powszechności ryzyko firm ubezpieczeniowych spadnie, a składka będzie niska. Państwo planuje zwiększyć dofinansowanie do składek z 65% do co najmniej 75%. Ma to ukrócić niesprawiedliwe i uznaniowe szacowanie strat klęskowych przez komisje gminne.
  2. Wsparcie dla rynku nawozowego: Komisarz ds. rolnictwa zadeklarował dla Polski pakiet pomocowy w wysokości 666 milionów euro na dopłaty do nawozów, który zostanie uzupełniony o środki z budżetu krajowego przez ministra rolnictwa.
  3. Przyszłość WPR po 2027 roku: Rozpoczęły się kluczowe negocjacje nad nowym siedmioletnim budżetem UE (2028–2034). Według szacunków dla Polski zabezpieczone zostanie ok. 42 miliardy euro. „Musimy mieć świadomość, że z uwagi na presję podatników i innych sektorów, będzie to prawdopodobnie ostatni tak wysoki budżet typowo rolniczy. To ostatni dzwonek, by te fundusze – szczególnie z drugiego filaru – wpompować w modernizację, retencję wody (której zasoby w Polsce są alarmująco niskie) oraz integrację producencką. Głos doradztwa rolniczego i samych rolników musi być w tej sprawie ponad podziałami politycznymi wyjątkowo silny” – apelował Ryszard Bober.

Senator zapowiedział też dalsze upraszczanie procedur dla Rolniczego Handlu Detalicznego (RHD) oraz zintensyfikowanie kampanii patriotyzmu konsumenckiego („Kupuj świadomie – Produkt Polski”) przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Zwrócił też uwagę na dramatyczną demografię: prognozy wskazują, że w 2090 roku populacja Polski może spaść do 19 milionów ludzi, co wymusza trwałe zakorzenienie naszego eksportu na rynkach trzecich.

Konkluzje: Kto nie liczy, ten odpada

Merytoryczną kropkę nad „i” postawił prof. Wawrzyniec Czubak. „Kryzysy mają jedną dobrą cechę: oczyszczają rynek z nieefektywności i spekulacji. Przegrywają ci, którzy podjęli decyzje przypadkowe – na przykład nasadzili ziemniaków tylko dlatego, że rok wcześniej była wysoka cena. Najważniejsze zadanie dla rolnika to zrobić wszystko, by nie znaleźć się w tej grupie odsiewu. Choć większość kryzysów ma charakter zewnętrzny (jak ceny paliw czy blokady szlaków handlowych), to decydująca broń leży w rękach rolnika: to cyfryzacja, rzetelne zarządzanie danymi, kontraktacja z gwarancją ceny i jakości oraz integracja pionowa”.

Dyskusja w Minikowie wyraźnie pokazała, że czas rolnictwa tradycyjnego, opartego wyłącznie na intuicji i dotacjach obszarowych, bezpowrotnie mija. Przyszłość należy do zintegrowanego agrobiznesu, w którym wiedza agrotechniczna, dyscyplina finansowa i zdolność do współpracy w ramach łańcucha dostaw są jedynymi realnymi gwarantami przetrwania.

Relację przygotował Dawid Skotnicki na podstawie pełnego zapisu debaty z dnia 4 lipca 2026 r.


relacja filmowa dostępna: 

 

 

 

Przejdź do treści